***

Rekrutacja do edycji XII Imperiusa wystartowała pod tym adresem: http://imperius.chilioi.webd.pl/index.php

***

Zapraszamy do ImperWiki

* * *
Koniec edycji XI (finalna tura 544), trwają przygotowania do startu edycji XII.

Życie na północy

Awatar użytkownika
kocurrrek
Posty: 138
Rejestracja: 12 lut 2017, 12:55

Życie na północy

Postautor: kocurrrek » 15 lut 2017, 21:51

ŻYCIE W SPOŁECZEŃSTWIE VAERÓW





    Życie jest traktowane przez ludzi północy jako świętość. Ale… tylko ich, członków społeczności. Na surowych biednych terenach północy przeżycie jest pewnym zwornikiem kultury i odbieranie go musi wiązać się z ważkim, bardzo ważkim powodem. Kary śmierci po prostu nie ma, najcięższą jest ennda w której ofiarę oślepia się, odrąbuje obie dłonie, wycina język i odcina jądra. “Nie będziesz patrzył złym wzrokiem, nie będziesz czynił, nie sięgniesz po obrazę w mowie, nie spłodzisz tych co ujęliby się za tobą” - to główne przesłanie tej przerażającej kary. Na południu zapewne odbierane jest to za większe bestialstwo niż śmierć, tu na północy jest inaczej. Osoby poddane ennda są utrzymywane przez całą społeczność, a jak taki przeżyje długo i umrze ze starości, przynosi jej chlubę. Jest to wedle wierzeń znak od Tyra iż pokuta za złe czyny została przyjęta i dopełniona, złoczyńca zmazał swą hańbę. Umiłowanie i pewien status “sacrum” życia, ma również korzenie religijne bo zabicie złoczyńcy kładzie jego kres w Midgardr. Nie może on przypodobać się już bogom ani wykazać, jego miejsce będzie w Helheim i na Nagelfarze przypłynie walczyć w Ragnarok po stronie Jotunów. Ukarać i dać mu szansę na czyny stawiające go jako kandydata do einherjar to według ludów północy o wiele lepsze rozwiązanie.

    Z uwielbieniem i czczeniem życia wiąże się przeżywanie go wielce intensywnie. To stąd bierze się większa pobłażliwość dzieciom, oraz młodzieży, jak również umiłowanie łupieżczego trybu bycia, biesiad i epickich czynów. Nie bez kozery zima zwana jest czasem dauðtími („czas śmierci”) nie tylko dlatego, że obumiera przyroda, ale że kreuje bezczynność i marazm w życiu ludzi oczekujących wiosny. Możliwe, że wszelkie zimowe zabawy, gry i aktywne spędzanie czasu na świecie, ma swe początki u Nordyków robiących zwykle wszystko by wymyślić sposoby na aktywne przetrwanie czasu mrozów. Typowy dzień vaera wypełniony jest aktywnością od oporządzania gospodarstwa po siłowanie się z ziomkami w zapasach choćby dla samej rozrywki. Gdy nie ma nic do roboty Nordycy sięgają po czynności zbędne. Znany jest przypadek Arnulfa Anderssona z Hedeby, który ciężko chorując na wiosnę nie był w stanie wypłynąć z przyjaciółmi na rejs łupieżczy i został skazany na brak zajęć podczas ich nieobecności. Przez dwa miesiące zabijając nudę dłutem i młotkiem, wyrżnął toporne i świadczące o braku talentu drzeworyty na całej powierzchni swego langhusu. Od ziemi po dach. Stąd między innymi bierze się zamiłowanie do wszelkiego zdobnictwa przedmiotów drewnianych i metalowych, szczególnie podczas zimowych miesięcy jest to dla vaerów jeden ze sposobów na zabicie czasu. Nawet podczas wypraw morskich widać jak żeglarze z północy cierpią w bezczynności. Częstym widokiem jest tryverski drakkar płynący po spokojnym morzu pod żaglem, z wyciągniętymi wiosłami, po których dla rozrywki i zabicia czasu biegają wojowie w pełnym rynsztunku. Nic dziwnego, że na południu napady łupieżcze nazywane są "furią northmanów". To podczas ataków po zejściu na ląd vaerzy są najbardziej i aż do szaleństwa zaciekli odbijając sobie czas bezczynności podczas rejsu. Z nawiązką.

    Na północy ważne są zworniki życia będące kolejnymi stopniami istnienia.
    • Pierwsze narodziny będące przyjściem na świat
    • Czas dzieciństwa
    • Drugie narodziny będące włączeniem do społeczności dorosłych (vaer)
    • Czas młodości rozpoczynający drogę życia
    • Zawarcie małżeństwa
    • Czas siły wieku rozpoczynający życie w ognisku domowym
    • Pierwsza śmierć będąca ustąpieniem miejsca młodości
    • Czas starości
    • Druga śmierć będąca opuszczeniem świata.

    Cztery ważne wydarzenia symbolizowały ważne dni w roku i nordyckie święta: pierwsze narodziny Ostarę, drugie narodziny Miðjaár, pierwsza śmierć Mabon, a druga Jul. Małżeństwo symbolizowało środek lata poświęcony Freyi i Frigg. Czas dzieciństwa odpowiadał wiośnie, czas lata młodości i drodze życia, czas jesieni ognisku domowemu, a zima starości i nieuchronnej śmierci.

    Dawniej podział na ważne okresy na osi życia przebiegał trochę inaczej i składał się z ośmioletnich okresów czasu.
    • Pierwszy, wczesnego dzieciństwa, nazywany był Lokahappdrætti czyli "Loterią Lokiego". Dzieci do ósmego roku życia traktowane były jako niepewne czy ciężkie warunki ich nie zabiorą w każdym momencie z powodu chorób lub głodu. Symbolizował wczesną wiosnę, a koniec tego okresu odpowiadał Valpurgisnótt
    • Drugi, dzieciństwa, aż po osiągnięcie pełnoletności osiągane w 16 roku życia. Symbolizował późną wiosnę, a koniec tego odpowiadał Miðjaár.
    • Trzeci, młodości, aż po małżeństwo wedle tradycji zawierane w 24 roku życia Symbolizował wczesne lato, a koniec tego odpowiadał Lithasblot.
    • Czwarty, siły wieku, aż po uroczystą wyprawę łupieżczą czynioną w 32 roku życia. Symbolizował późne lato, a koniec tego odpowiadał Mabon.
    • Piąty, potęgi, aż po ogłoszenie swej pierwszej śmierci w 40 roku życia. Symbolizował późne lato, a koniec tego odpowiadał Veturnótte
    • Szósty, starości, aż po śmierć prawdziwą wobec warunków rzadko po 50 roku życia. Symbolizował późną wiosnę, a koniec tego odpowiadał Jul.
    • Siódmy był czasem śmierci i Hel, gdy w Midgardr wkradało się zimno Helheim, krainy umarłych. Symbolizowało to wspominanie zmarłych i oczekiwanie na powtórne przebudzenie się życia, od Jul do Ostary. Poczęcie dziecka porównywane było ze świętem Thurseblot, świętem Thora uderzającego młotem i piorunami.

    Niedawne wprowadzenie na północy dziedziczności i jej dosyć skomplikowany system, zmienił te tradycje. Dziś młodzi mężczyźni aby jak najszybciej spłodzić potomków żenią się zaraz po osiągnięciu pełnoletności i zaburzyło to stare odniesienia życia do świąt i pór roku. Są jednak jeszcze tacy, co żyją wedle starych tradycji.
Awatar użytkownika
kocurrrek
Posty: 138
Rejestracja: 12 lut 2017, 12:55

Społeczeństwo

Postautor: kocurrrek » 15 lut 2017, 22:48

Obrazek

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek




NARODZINY




    Narodziny są prawdziwym świętem dla każdego mieszkańca północy. Rozrost domowego ogniska o nowe życie jest powodem ogromnej radości. Liczba potomstwa buduje prestiż każdego ojca, a ciąża i macierzyństwo prestiż matki. W hierarchii żon najwyższe miejsce zajmują te, które mają najwięcej dzieci niezależnie od statusu jakim cieszyły się z pochodzenia. Wśród lillkonnie więcej będzie znaczyła pojęta za „małą żonę” branka z trojgiem dzieci, niż vaerka wywodząca się z wielce szanowanej rodziny z jednym dzieckiem. Oficjalnie posiadające potomstwo lillkonnie nie mogą w ten sposób wyprzedzić w hierarchii „głównej żony”, aczkolwiek w przypadku gdy ta długo pozostaje w stanie bezdzietnym jej pozycja względem ‘dzieciatych’ lillkonnie jest słaba. Z tego powodu każde zajście w ciążę i narodziny zdrowego dziecka są radością i dla ojca i dla matki. Nie mniejsza radość panuje przy narodzinach kaleki. Dla ojca to szansa na manifestację siły swej majętności objawiającej się pozwoleniem sobie na wychowywanie i utrzymywanie kogoś nieprzydatnego. Dla matki kalekie dziecko oznacza status Odinkynlífaa (dosłownie dość wulgarnie: „zerżnięta przez Odyna”, niedosłownie a w bardziej przenośnym i powszechnym rozumieniu: „bogotknięta”). W tradycji samo traktowanie narodzin kaleki jako pyszenia się możliwościami zasobów nie wystarczyło, toteż przez wieki wykształciło się swoiste dorobienie szczotki do kija. Powszechnie uważa się, że to bogowie wskazują kalectwem przeznaczenie dziecka do innych niż droga jarla lub wojownika możliwości, w mniemaniu Nordyków sam Odyn wskazuje to aby talent dziecka nie zmarnował się gdyby poszło najczęściej obieranymi przez vaerów ścieżkami życia. Czy kalecy są faktycznie bardziej predysponowani w czymś innym niż machanie toporem? Ot sprawa dyskusyjna i logicznie zahaczająca o bzdurę, w praktyce takie dzieci od narodzin są już uwarunkowane by zostać logsmadur (mówca praw), godi, seidr, rzemieślnikiem, lub nawet skaldem. To uwarunkowanie i właściwie wychowywanie w danym duchu od narodzin często efektuje faktycznymi sukcesami takich osobników na ich ścieżkach względem tych vaerów, którzy obierają je dopiero w dorosłym życiu. To woda na młyn takiego powszechnego rozumienia przyczyn kalectwa. Jakby nie było, matka narodzonego zdeformowanego dziecka jawi się jako ta, którą w łożnicy nawiedził sam Odyn. W praktyce nie ma to jakiegoś wielkiego przełożenia, ale prestiż niewiasty jako „bogotkniętej” jest faktem.
    Specyficznym rodzajem narodzin jest też adopcja sieroty stosowana również dosyć często. Uroczysta biesiada na której adoptujący wypowiada wobec adoptowanego zwyczajowe Þy vær jest nowymi narodzinami. Ojciec ma prawo nadać nowe imię swemu nowemu dziecku, a świętowanie urodzin przypada na ten dzień, nie w rocznicę faktycznego narodzenia. Adopcja taka (a więc zwyczajowe ‘narodziny’) ma miejsce jedynie w przypadku pełnego osierocenia dziecka, nigdy w przypadku gdy żyje jego matka. W takich przypadkach Mężczyzna może po prostu przygarnąć kobietę z dziećmi która straciła męża, może uczynić ją swoją główną żoną, lub lillkonni, albo i dac jej jedynie miejsce w langhus żyjąc z nią bez ślubu. Owszem, ale choćby i została jego żoną, jej dzieci z poprzedniego małżeństwa będą jedynie jego wychowankami i nie ma wtedy miejsca na adopcję, usankcjonowane ojcostwo ani na “powtórne narodziny”.
    Ważnym wydarzeniem jest osiągnięcie pełnoletności nazywane potocznie drugim, lub prawdziwym narodzeniem się.

Awatar użytkownika
kocurrrek
Posty: 138
Rejestracja: 12 lut 2017, 12:55

Re: Społeczeństwo

Postautor: kocurrrek » 15 lut 2017, 22:54

Obrazek

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek




DZIECI




    Dzieci mają w społeczeństwie vaermanów status niedotykalnych. Tylko ojciec może skarcić dziecko niezależnie od czynu jaki popełni mały skurw***. Można by spodziewać się, że kreuje to pełnię bezkarności małych gnojków. I tak jest, ale jedynie po części… Ojciec to świętość dla każdego Nordyka. To on dzierży pas przez całe dzieciństwo, to on jest panem. W społeczeństwach północy nie ma miejsca na pobłażliwość. Czasem prowadzi to do scen przez południowców rozpatrywanych jako bestialstwo. Biczowanie czterolatka pejczem ze skóry wieloryba? Jak zasłużył - czemu nie. Ale gdyby kto inny niż ojciec uniósł choćby rękę… byłby wyklęty. Oczywiście prowadzi to do krwawych wróżd między rodami przez czyny dzieci, ale ojcowie zazwyczaj załatwiają sprawę między sobą. Gdy między dwoma vaermanami iskrzy, czyny dzieciaków są jedynie zwornikiem awantury, w innych przypadkach rodziciele łagodzą spór pokrywając sobie nawzajem straty i po wszystkim idąc po bat z wielorybiej skóry. Bolesny bat. Na czas nieobecności ojców co ciekawe prawo kar za przewiny nie mają matki, a wyznaczony przed wyjazdem przez pana domu thrall. Gdy dzieciak jest dosyć dojrzały aby rozumieć pewne zależności… ojciec wyznacza największego sadystę ze swoich brańców na swoje zastępstwo cedując na niego prawo kary potomka. Szczególnie swawolni chłopcy czasem miesiącami tęsknie wypatrują drakkarów z wracającymi rodzicielami, oczekując powrotu czasu większych swawoli. Od nich mogą mieć nadzieję na litość, od wyznaczonych niewolnych? Nigdy.
    Trochę inaczej sprawa się ma z dziewczynkami. One nigdy nie są bite, a karanie ich spada na matki, które wzbijają się na niebotyczne wyżyny kombinowania jak ukarać niesforną córkę nie podnosząc na nią ręki (wszak to prawo jedynie ojca, który wobec dziewczynki nie stosuje go). Tutaj sprawy są o wiele skomplikowane i kary zależą od charakterów matki i córki. Najgorszą i prawie nie stosowana karą dla niesfornych i już dojrzałych pannic, które dopuściły się strasznych przewin jest thrallanótt, czyli „noc niewolników”. Polega jedynie na tym, że dziewczyna spędza noc w izbie niewolnych. Niby nic, ale co tam zajdzie jest sprawa jedynie między nią, a thrallami. Byle nie została trwale lub ciężko poraniona. Z jawnych względów nie mówi się o fakcie pokarania tak swej córki, toteż ciężko stwierdzić, czy jest to jedynie legendarny straszak na niesforne młódki, czy może gdzieniegdzie faktycznie któraś nawywijała dość aby przeżyć swoje thrallanótt.
    Od szóstego roku życia dzieciom daje się pewne obowiązki w hus, jednak nigdy nie są one ciężkie i absorbujące mocno ich czas, dzieciarnia ma go aż nadto aby się wyszaleć. Wszystko zmienia się po 10, 12 i 14 roku życia, gdzie dokładane są coraz to nowe obowiązki. Aż po szesnaste urodziny gdy młody vaer uznawany jest za osobę w pełni dorosłą.

Awatar użytkownika
kocurrrek
Posty: 138
Rejestracja: 12 lut 2017, 12:55

Re: Społeczeństwo

Postautor: kocurrrek » 15 lut 2017, 23:00

Obrazek

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek




MĘŻCZYŹNI




    tekst do uzupełnienia

Awatar użytkownika
kocurrrek
Posty: 138
Rejestracja: 12 lut 2017, 12:55

Re: Społeczeństwo

Postautor: kocurrrek » 15 lut 2017, 23:15

Obrazek

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek




KOBIETY




    Kobiety wcale nie mają mało do powiedzenia w nordyckim społeczeństwie. To one dzierżą klucze do langhusów i mają pełną władze nad spiżarniami i zapasami. Na wyprawach wojennych o ile są wojowniczkami cieszą się równymi prawami z mężczyznami, a te które dorobiły się statusu skjoldmeiden traktowane są z szacunkiem dawanym zawołanym wojom i berserkerom. Skaldami nie zostają nigdy, ale wiele jest znanymi, cenionymi i rozchwytywanymi pieśniarkami i muzyczkami. Nie mają prawa do marki w rzemiośle, ale powszechnie i nominalnie osiągają podobny status w krawiectwie i innych rzemiosłach w których dochodzą do wielkiej wprawy. Może i nie mogą głosić praw lub być godimi, ale to one są najczęściej seidr, jako że ta magia szmańska powszechnie uznawana jest za kobiecą (w odróżnieniu od runicznej, męskiej). Bardzo często też to one są cenionymi wieszczkami opanowując męską magię runiczną i dochodząc do statusu volva (wiedząca). Kobieta może posiadać swój majątek i thralli jako wyłączną własność rozdzielną od męża, na który składa się posag otrzymany od ojca i obowiązkowe podczas zaślubin dary małżeńskie męża. Dochodzi tu do pewnego paradoksu, bo majątek małżeństwa (tworzony przez majątek męża) jest wspólny, a osobisty majątek kobiety wspólnym już nie jest...W praktyce oznacza to, że kobieta ZAWSZE jest bogatsza od swego mężczyzny, ale póki majątek wspólny będący owocem życia męża jest większy niż prywatny majątek zony – społecznie wszystko gra.
    Główne małżonki same mogą inicjować rozwód i na thingach podczas sporów dotyczących szczegółów rozstania potrafią wyszarpać sporo od byłego męża, jak również opiekę nad córkami. Rozwodniczki cieszą się wielkim wzięciem. Czemu? Kobieta o sporym majątku w razie ślubu wnosząca do langhusu jeszcze kilka córek? Me gusta! Inna sprawa, że bycie rozwódką jest ryzykowne. Nie posiadając mężczyzny jej siedziba nie ma głowy rodziny a tym samym statusu „ogniska domowego”. Langhusy takich niewiast są równe w statusowi obór dla bydła, co naraża je na problemy, z przemocą włącznie. Do tego kiedy ktoś zechce pojąć ją za żonę, nie ma nikogo kto uchroniłby ją przed elskanótt i zalotnicy wchodzą jak po swoje (rozwódki nie maja prawa powrotu do domu ojca, jako podważające jego decyzję oddającą ją za żonę wybranemu mężczyźnie). Kobiety będące lillkonnie nie mogą inicjowac rozwodów, ale gdy uczyni to ich mąż musi zapewnić im posag rozwodowy i znaleźć akceptowalnego przez nią nowego męża. Im jednak wybitnie rzadko udaje się uzyskać na thingu podczas rozwodu prawo do zabrania córek.
    Silniejsza niż na południu pozycja kobiet uwarunkowana jest łupieskim trybem życie ludów północy. Czasem przez wiele miesięcy mężczyźni przebywają na wyprawach łupieskich i to niewiasty wtedy zarządzają gospodarstwem i nominalnie przejmują status głowy rodziny. Mają wtedy tyle faktycznej władzy, że ciężko odzwyczaić je od tego w pozostałej części roku. Posiadają tez prawo do prywatności jakiego nie mają mężczyźni. w osadach funkcjonują publiczne domy kobiet w których spotykają się i pracując (na przykład przędąc wełnę, szyjąc, lub robiąc inne czynności przeznaczone płci pięknej), są same. Mężczyźni nie mają tam wstępu.

Awatar użytkownika
kocurrrek
Posty: 138
Rejestracja: 12 lut 2017, 12:55

Re: Społeczeństwo

Postautor: kocurrrek » 15 lut 2017, 23:27

Obrazek

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek




ŚLUB




    Młodzi nie potrzebują zgody na ślub od rodziców. To wydaje się proste….
    Nie jest.
    Panuje obyczaj zwany elskanótt (dosłownie “noc miłości”, sic!). Mąż jest zobligowany do tego by przyszłą małżonkę ‘wyjąć’ z rodzinnego husu w najeździe. Gdy ‘pan młody’, wybranka i jej ojciec są za związkiem, to noc ta przebiega spokojnie w klimacie radosnej uczty. Oblubieniec przybywa ze swą drużyna druhów i wymienia kilka złożeń mieczy z ojcem panny po czym wszystko przeradza się w imprezę po której wszyscy zalegają pod stołami. Na przeciwległym biegunie jest sytuacja, gdy chłopak chce dziewkę która nie chce jego, a obie strony rodziców są przeciwne związkowi. Młodzieniec z grupka towarzyszy (bez wsparcia swego ojca, który zazwyczaj wspomaga wtedy obronę) musi szturmować langhus niechętnego związkowi ojca dziewczyny. Musi brać pod uwagę też fakt iż ona sama niechętna mu może sprawić niespodzianki. Jest to prawie niewykonalne. Żeby było mroczniej, to konkurenci do ręki dziewczyny mogą wspomagać obronę, lub nawet napadać na jej langhus samoczynnie obronę kreując, gdy ojciec dziewuchy zgadza się na podchody “szturmującego” langhus oblubieńca. To czasem doprowadza do iście patologicznych sytuacji. Obie rodziny zgodne, oboje młodych się kocha, a przed świtem na biesiadę wpadają połączone siły czterech zakochanych w dziewczynie postronnych ze swoimi ekipami czyniąc nieziemska rozpierduchę. To dosyć ważne, bo oficjalnie zaślubin udziela bogini Sól (słońce) wschodząc nad ranem, a oblubieniec swojej elskanótt względem wybranej dziewki próbować może tylko raz. W efekcie, nawet gdy wszyscy są za złączeniem się pary, biesiada zaczyna się dopiero po świcie, gdy ewentualni konkurenci mogą już cmoknąć się w dupę. Zaczęcie imprezowania już o zmroku jest demonstracją siły i potęgi, jeszcze większy splendor to dopuszczenie do stołów biesiadnych już o zmroku choćby części swoich hirdmanów. Znany jest przypadek elskanótt Grima Haraldssona zwanego “Niedźwiedziem”. Przybył do domu wybranki rankiem, skrzyżował miecze z przyszłym teściem i już wtedy zaczęli biesiadę weselną. Z wszystkimi zbrojnymi obu stron. Około północy wszyscy byli już kompletnie pijani, a co poniektórzy po dwóch przerwach na pijacki sen. Wszystko to wobec faktu, że konkurentów zakochanych w oblubienicy Grima, Astrid, było na pęczki. Nikt z nich tej nocy nie zbliżył się nawet do langhusu rozbrzmiewającego odgłosami elskanótt, takim prestiżem i pozycją cieszył się Grim. Czyn ten tak ryzykowny zaowocował sagą powtarzaną przez dwa stulecia, aż do dzisiaj.
    Wedle prawa człowiek ubity w elskanótt jest wart dziesięciokrotności zwyczajowej główszczyzny, to doprowadziło do walki podczas elskanótt bez broni, na gołe pięści, bo nawet zwyczajowa główszczyzna jest horendalnie wysoka.
    Ważnym szczegółem dotyczącym elskanótt i zawarcia małżeństwa jest przymus ogłoszenia przez oblubieńca zaraz po przyjeździe pod dom wybranki, czy chce ją za líffélagi czy lillkonna Taka deklaracja może znacząco zmienić nastawienie ojca dziewczyny lub nawet jej samej, jeżeli zamiar wzięcia jej za „małą żonę” nie został przedyskutowany i wstępnie zaakceptowany wcześniej.
    Wedle tradycji oblubieniec ma czas do świtu na zmianę zdania i zarzucenie ślubu. Problem w tym, że zwyczajowym czasem zbliżenia pary młodej jest czas bogini Nótt (nocy) a więc przed zaślubinami w obliczu Sól… W historii Nordyków było wielu cwaniaków, co buszowało po langhusach panien na wydaniu by seryjnie rozmyślać się przed świtami. Dla ojca równie ważna jak obroną córki podczas elskanótt przed nieakceptowalnym związkiem, jest czuwanie aby nie zostać wyprowadzonym w pole i by pan młody nie wymknął się między konsumpcją małżonki a faktycznym jej zaślubieniem. Ludzie północy mają dosyć liberalne podejście do seksualności i takowa panna niczym by nie straciła na swej wartości nie będąc nietkniętą, ale i ona i jej ojciec byliby w okolicy pośmiewiskiem.
    Kwestia ‘czasu na rozmyślenie się’ jest dość ważna, bo to w nocy pada uzgodnienie między dziewczyną a jej ojcem wysokości posagu jakim rodziciel obdarowuje odchodzącą z jego domu młódkę. Wedle prawa to jej majątek nawet po ślubie, nie męża. Z drugiej strony posiadanie majątku mniejszego niż ten jakim samodzielnie dysponować może żona, jest sroga skazą dla głowy rodziny. To tak zwana ostatnia deska ratunku dla ojca dziewczyny i niej samej, jeżeli zgodnie nie chcą takiego zięcia/męża, a obrona langhusu padła przed drużyną kandydata do ręki. Ojciec może ustanowić tak wielki posag, że ‘oblubieniec’ nie tyle nawet nie ma takiego majątku, co nie widzi szans na jego uzyskanie w najbliższych latach. Mężczyzna ma wtedy wybór, ogołocić teścia i żyć w hańbie z niechętną mu bogatą żoną, czy odpuścić… albo spróbować negocjować. Również dla ojca dziewuchy jest to zwykle ryzykowna ostateczność. A nuż sukinsyn zignoruje wysokość posagu i ogołoci tym do zera? Paru jarlów przejechało się dając zaporowe posagi, gdy sprytni Nordycy zaakceptowali je i wyemigrowali z żonami (i ich majątkami) na południe, gdzie dysproporcja bogactwa małżonków na korzyść niewiasty w społeczeństwie nie jest tak hańbiąca dla głowy rodziny.

Awatar użytkownika
kocurrrek
Posty: 138
Rejestracja: 12 lut 2017, 12:55

Re: Społeczeństwo

Postautor: kocurrrek » 15 lut 2017, 23:33

Obrazek

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek




RODZINA




    tekst do uzupełnienia

Awatar użytkownika
kocurrrek
Posty: 138
Rejestracja: 12 lut 2017, 12:55

Re: Społeczeństwo

Postautor: kocurrrek » 15 lut 2017, 23:47

Obrazek

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek




DROGA ŻYCIA




    Droga przez życie jest ważnym aspektem w społecznościach Tyverów/Vaermanów i jest czymś dzięki czemu Nordycy mogą piąć się w społeczeństwie zyskując uznanie i szacunek. Jest ich pięć, lecz często są łączone. Ludzie północy będący największymi swoich czasów podążają kilkoma równocześnie. Nie jest to zatem kwestia kastowa. Możny jarl może wręcz musieć wejść na drogę wojny i prowadzić wyprawy łupieżcze by sprostać potrzebom utrzymywania wielkiego ogniska domowego wyśrubowanego podczas pięcia się drogą pozycji. Z drugiej strony wielu łupieżców, wojów powracających z żołdem z południa, albo zawołanych hirdmanów osiąga możliwości budowania własnego ogniska domowego. Najwybitniejsze jednostki nie poprzestają i na tym. Opiewany w sagach Thorfinn “Młot” nie dość, że był jednym z najpotężniejszych i najzasobniejszych jarlów, oraz cieszył się sława niepokonanego wojownika, to był przy tym niezwykle utalentowanym skaldem.

      1. Droga bogactwa zwana też drogą pozycji
      2. Droga siły zwana też drogą miecza
      3. Droga tradycji zwana też drogą słowa
      4. Droga rzemiosła zwana też drogą pracy
      5. Droga bogów zwana też drogą prawa
    Pierwsza oznacza bycie dobrym gospodarzem i dochodzenie do swej potęgi pozycją materialną. Odzwierciedla się to najczęściej posiadaniem dużej liczby żon (líffélagi dosł. „partnerka w życiu” i lillkonnie dosł. „mniejsza żona”) i pozwalaniem sobie na częsta wymianę tych drugich na młodsze, albo obdarzanie statusem líffélagi nawet dwóch kolejnych partnerek. Ma to dosyć spore znaczenie, bo aby odprawić żonę z grona lillkonnie (rozwód jednostronny bez potrzeby zgody dziewuchy) trzeba nie tylko dać jej sutą odprawę (jak posag tylko rozwodowy), ale i zapewnić dobrą pozycję w społeczeństwie (na przykład dobrze wydając za mąż i najczęściej już jako ‘pierwszą żonę’, nie ponownie jako lillkonnie). Już samo to wymaga od mężczyzny sporych zasobów, posiadanie powiedzmy dwóch ‘pierwszych żon’ i czterech lillkonnie wymienianych co parę lat na młodsze, jest nie lada wyzwaniem. Innym aspektem jest liczba potomków, niezależnie od płci. Ilość dzieci ma takie samo znaczenie dla pozycji co ilość żon. Liczą się nawet kalekie. Te (o paradoksie) dla celującego w uznanie społeczne męża są błogosławieństwem. Pozwolenie sobie na chowanie kaleki z którego nie będzie pożytku jest wręcz totalną manifestacją siły zasobów. Łatwo odgadnąć, że przy powyższych założeniach społeczeństwo zmaga się z dwoma zasadniczymi problemami: 1. Niedostatek kobiet względem chcących żenić się mężczyzn, 2. Trudności z aprowizacją hord domowników i permanentne przeludnienie względem możliwości wyżywienia z ziem. Częste najmowanie się vaermanskich wojów na południu, oraz łupieżcze wyprawy za brankami na lillkonnie i za pożywieniem wynikają wprost z tej tradycji. Innymi wyznacznikami siły bogactwa/pozycji są wzięci na usługi wojownicy (hird), oraz stadnina koni.

    Druga droga tylko wzmaga wojowniczość nordyków. Kto nie może pozwolić sobie na drogę pozycji poprzez budowanie domowego ogniska – walczy. Łupi, najeżdża albo staje się hirdmanem człowieka śrubującego drogę pozycji. Choć jasne jest kto tu komu płaci, wydaje rozkazy i utrzymuje, to nie ma jasno sprecyzowanej wyższości najmującego nad wynajmującym się. Na południu, możni odbierają hołd posłuszeństwa od swych zbrojnych, zaś tu na północy co ciekawe przynajmniej w sferze uroczystej - jest odwrotnie. Przyjmując hirdmana do swego hirdu możny vaermański oddaje się w opiekę czyniąc honory jemu, nie odwrotnie. Nowy jarl musi uczynić to względem całego hirdu, czasem i setki wojów. Dla południowców może wyglądać to upokarzająco, na północy zyskują obie strony. Wojownik: splendor poprzez hołd mocodawcy, a ten zwiększa pozycję zwiększając domostwo o ważnego wojownika.

    Trzecia droga jest drogą skaldów i pieśniarzy wielce szanowanych przez społeczeństwo ukierunkowane na oralne przekazy (pismo runiczne istnieje, ale stosowane jest rzadziej niż na południu).

    Czwarta droga skupia rzemieślników, wytwórców wszelkiej maści, a także artystów (nie skaldów). Tak jak czyn wojenny świadczy o człowieku idącym droga wojny tak każdy przedmiot wytworzony przez rzemieślników działa na chwałę podążającego drogą rzemiosła. Czy szkutnik, czy zbrojmistrz w to co robią wkładają swa duszę. W ich interesie jest aby wykonanie budowało ich pozycję i sławę. Dla szkutnika dajmy na to ważnym jest aby przykładowo w sadze zwrot „okręt spod ręki Arnulfa z Viken” zaistniał zamiast nazwy okrętu nadanego mu przez właściciela. Jeżeli jego pozycja jako rzemieślnika jest wybitna, może być pewnym, że skald opiewający czyny morskiego łupieżcy przedniesie względem statku jego twórcę nad faktycznie nadane miano drakkara.

    Piąta droga wybierana jest najrzadziej, dotyczy przewodników duchowych u których, ludzie zauważają silne więzi z bogami: mówców praw przewodzących thingom, wieszczów i seidr (znającym magię).

Awatar użytkownika
kocurrrek
Posty: 138
Rejestracja: 12 lut 2017, 12:55

Re: Społeczeństwo

Postautor: kocurrrek » 15 lut 2017, 23:53

Obrazek

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek




STAROŚĆ




    Starość jest tematem nieprzyjemnym dla Vaermanów. Starość oznacza osłabienie ciała i niemożność folgowania radosnym przyjemnościom życia na takim poziomie jak w czasie młodości lub siły wieku. Mimo to starców traktuje się z szacunkiem za ich wiedzę i życiowe doświadczenie. Tych, którzy są najbardziej posunięci w latach bardzo chętnie przyjmuje się pod swój dach i otacza opieką i nie tylko tych co mają z opiekunem rodowe więzi. Znów dochodzi tu do głosu tradycyjna potrzeba manifestacji siły zasobów przez gospodarzy idących drogą pozycji i bogactwa. Starzec w ognisku domowym pod względem fizycznym jest bezproduktywny i ma tę siłę prestiżową dla opiekuna co dziecko-kaleka. Z drugiej jednak strony starcy wzięci pod dach dają atut mądrości i doświadczenia którym epatują na samego gospodarza. Bywa, że na thingu odbywają się gamallmarkaðurinn czyli tłumacząc dosłownie „targi starców”. Gdy wiadomym jest, że więcej niż jeden vaer chce wziąć pod opiekę starca, na thingu licytują się oni przed staruszkiem i mówcą praw w kwestii oferowanych warunków opieki. Godząc się na jedną z ofert taki starzec może mieć potem jak pączek w maśle.
    Nie jest jasno określone kiedy człowieka dotyka starość, zasadniczo nie dotyczy to ustalonego wieku, a pewnej szeroko pojętej sprawności fizycznej. Gdy widać powszechnie już oznaki starości w ujęciu fizycznym (nie musi to oznaczać niedołęstwa) bardzo niedobrze widzianym jest gdy takowy człek dalej funkcjonował w życiu publicznym w innych aspektach niż skald lub logmadur/godi. Traktowane jest to coraz bardziej źle z roku na rok trwania i pogłębiania się oznak starości. Człowiek podążający drogą pozycji lub walki uparcie trzymając się przestrzeni publicznej może w kilka lat stracić w kwestii społecznego szacunku to wszystko co budował przez dwie-trzy dekady. „Wiedzieć trzeba kiedy ze sceny zejść” - doskonale oddaje ten przypadek kulturowy ludzi północy, a zejść trzeba aby zrobić miejsce młodszym. Młodość, życie, wigor, pełnia sprawności są kultywowane przez Nordyków, toteż zbyt długie i w wieku posuniętym trzymanie się pozycji blokując naturalną wymianę pokoleń, to zamach na pewne tradycje i wartości. Po prawdzie pod wpływami południa wskazuje się, że nieopierzony młokos niczym potrafi być przy doświadczonym starcu i vaerzy nie są na to ślepi by tego nie widzieć, lub głupi aby tego nie pojmować. Stąd wziął się zwyczaj skuggidraugur (dosł: duchowy cień, cień ducha).
    Człowiek posunięty w latach nominuje swojego następcę zwyczajowo z obrębu rodziny i zwyczajowo prawnie „umiera”. Staje się dreugur (dosł. umarły kroczący wśród ludzi). Stan prawny takiego człowieka jest mocno skomplikowany. Wszelkie aspekty dotyczące własności, sprawowania władzy itp. traktowane są jakby faktycznie umarł, z drugiej strony społecznie wciąż żyje, posiada prawa vaer (których nie posiadają niewolni, np. podlega główszczyźnie) i może rozwijac swoją legendę. Starość i wycofanie się z życia publicznego zwana jest powszechnie lilldauða lub fyrstdauða (dosł.: mała” lub „pierwsza” śmierć). Dreugr zazwyczaj staje się wtedy skuggidraugur dla nominowanego nastepcy. Syna przejmującego ognisko domowe, warsztat, drakkar lub nawet władzę. Staje się najbliższym doradcą i przybocznym potomka, a jego sukcesy i pięcie się własną droga procentują również na niego i budują jego pozycję, rozwijaną aż po annaðdauða lub endadauða (dosł.: „druga“ lub „końcowa“ śmierć. Ojciec i syn (najczęściej) stanowią wtedy tandem. Władza, własność lub przywództwo przechodzi w nowe ręce, zadość się staje oczekiwanej społecznie wymianie pokoleń, ale doświadczenie czuwa nad nieopierzoną młodością.
    Zazwyczaj lilladauða przeprowadzana jest w okolicach czterdziestki. Dla vaermanów żyjących w trudach północnych krain, na permanentnych wyprawach łupieżczych lub w innych ciężkich warunkach zawsze widać już wtedy oznaki przemijania i społeczność zaczyna na takiego wymownie spoglądać... Mniej nachalnie gdy mąż taki nie ma syna w wieku w którym mógłby sięgnąć po nastepstwo po ojcu, ale to jedynie odwlekanie nieuniknionej pogardy społecznej.

Awatar użytkownika
kocurrrek
Posty: 138
Rejestracja: 12 lut 2017, 12:55

Re: Społeczeństwo

Postautor: kocurrrek » 15 lut 2017, 23:59

Obrazek

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek




ŚMIERĆ




    Śmierć jest początkiem nowego życia i bynajmniej nie chodzi tu o ewentualne nowe wcielenia. W kulturze Nordyków wiele kręci się wokół Ragnarok gdy wybrani einherjar wspierać będą Asów i Vanów w walce przeciw jotunom i pomiotom Lokiego, toteż każdy ma nadzieję iż dostąpi tego zaszczytu, a śmierć będzie jedynie możliwościa zabrania go przez valkirie do pałacu Odyna. Kiedyś obawiano się śmierci, która może nadejść w złym czasie, czyli nie w walce co skazywać miało duszę na Helheim, a nie Valhallę. Po stuleciach podejście zmieniło się i panuje powszechna opinia o tym, że ważne jak kto przeżył swe życie, a nie czy zginął z mieczem w ręku. Oczywiście ciężko tu o zdrowy obiektywizm. Stojący nad śmiercią człowiek stara się patrzeć na przeżyte lata w dość wyidealizowany sposób. Jego bliscy też. Dlatego śmierć jest okazją do radowania się i solennej wiary, żę tata, brat czy też dziadek opuścił Midgardr by czekać na Zmierzch Bogów w pałacu Odyna lub w siedzibie Freyi. Takie stypy i pogrzeby przypominają południowe weseliska. Trochę inaczej ma się sprawa, gdy zmarły w bolesnej świadomości wszystkich nie prowadził życia, jakie można by uznać za stawiające go w roli kandydata do rezydowania w Valhalli. Takie uroczystości są zazwyczaj ciche i skromne, ale ludzie tego pokroju zazwyczaj nie mają zbyt wielu przyjaciół i osób nastawionych do nich dobrze. Śmierci te i pogrzeby przemijają bez echa. Dla północnych społeczności największym problemem jest śmierć młodzieży… W przypadku ginięcia młodych wojowników w walce problemu nie ma. Przywołuje się casus zgonu z mieczem w dłoni i wszystko jasne… ale jak młodzieniec zginie z głodu, chorób lub wskutek nieszczęśliwych wypadków, albo też zgon dotyczy dziecka? Jest źle, to dla rodziców i przyjaciół podwójna tragedia. Po pierwsze namacalna strata, która jest zawsze, nawet przesłonięta wierzeniami. Po drugie ludzie są świadomi, że zmarły będzie walczył w Ragnarok, ale przypłynie ze zmarłym na Nagelfarze miast wyjść na pola Asgardu z pałacu o stu bramach. Świadomość, że bliski, który nie zdążył przypodobać się bogom skrzyżuje kiedyś miecze idąc pod sztandarami Lokiego jest zaiste tragiczna.
    Typowy pogrzeb zależy od szacunku jakim zmarły się cieszył, pozycji jaką zajmował, drogi którą kroczył i śmierci jaką zginął. Powszechny jest pochówek całopalny, ale nie w przypadku osób które zmarły wskutek chorób (wierzy się, że dym ze stosu pogrzebowego mógłby zarazić innych), takie ciała chowa się w ziemi. Wojenników i jarlów pali się na drakkarach i snekkarach puszczanych w morze i podpalanych płonącymi strzałami. Jeżeli jakiś wojownik lub jarl nie posiadał własnego okrętu zazwyczaj takowy jest ofiarowany przez kogoś kto darzy zmarłego szacunkiem. Im ważniejsza osoba czyni ten pogrzebowy dar tym większy splendor pogrzebu i chwała zmarłego dodawana do jego legendy. Do Valhalli zmarli idą chowani w pełnym rynsztunku bojowym jakiego używali za życia, toteż nie ma na północy tradycji broni rodowej przekazywanej z ojca na syna. Dzieci i tragicznie zmarłą młodzież chowa się topiąc zwłoki w morzu lub w skalnych rozpadlinach i grotach. Jest to desperacka próba wmawiania sobie, że tak pogrzebani nie odnajdą drogi ku szeregom Lokiego i po kres czasów błąkać się będą w odmętach wód lub w podziemnym królestwie karłów. I tak jest to los dla zmarłego lepszy niż mroźne Helheim.


Wróć do „Tryverowie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość