***

Rekrutacja do edycji XII Imperiusa wystartowała pod tym adresem: http://imperius.chilioi.webd.pl/index.php

***

Zapraszamy do ImperWiki

* * *
Koniec edycji XI (finalna tura 544), trwają przygotowania do startu edycji XII.

Historie dziadka Olafa, czyli gawędy w norskiej chacie

Awatar użytkownika
Shanty
Posty: 148
Rejestracja: 04 cze 2018, 10:12

Historie dziadka Olafa, czyli gawędy w norskiej chacie

Postautor: Shanty » 15 lip 2018, 21:19

Uważny obserwator, przechodząc wieczorem, kiedy słońce schowało się już za horyzontem, mógł zobaczyć wydobywający się z niewielkiej chaty dym. To płonęło palenisko oświetlając brodatego starca, memłającego resztkami zębów wypalony wcześniej w piecu chleb, otoczonego gromadką niesfornych norskich dzieci, które przychodziły wysłuchiwać niejednokrotnie fascynujących opowieści sędziwego wojownika, który nie jednemu trzewia rozpłatał i nie jednego przez łeb toporem zdzielił. W miasteczku Rieke przy bliskości sjudaleńskiej granicy w prowincji Rangarvalla wszyscy znali ów męża. Niejeden powtarzał jego imię - z należnym szacunkiem. To Olaf, Olaf Jorgensson, ten który jeszcze z Mieczownikami i Sjudaleńczykami krew przelewał. Tak o nim mówili. Cóż do opowiedzenia miał ten starzec? Posłuchajcie sami.

- Dziadku Olafie, Dziadku Olafie, opowiedz nam proszę jakąś historię! - chórem krzyczały jedno głośniej od drugiego zgromadzone wokół paleniska dzieci.
Starzec wiele z tego sobie nie robiąc, przegryzł kolejny kawałek chleba, popił miodem rozcieńczonym wodą, a podnosząc do góry rękę wskazał by te się uciszyły.
Co dosyć niespotykane wśród najmłodszych, nie tylko norsów, nastała cisza. Zaczynała się opowieść.

--------

Prowincja Skaftafell, miasteczko Debey rok 419

W zaciemnionym pomieszczeniu, oświetlanym jedynie przez nielicznie zapalone świece siedziało czterech rosłych mężczyzn. Każdy kto chociażby chwilę pobył w tych stronach wiedział, że to norsowie ze Skaftafell. Zapytacie dlaczego? Tamtejszy dialekt nadmorski nadal jest silny, aż do obecnych czasów. Zaraz zaraz, pamiętam, że byli tam Jorg, Erik, Helmut i Bjorn. Wszyscy jak to wtedy było z rodu panującego Arnarsonów. Ha! Pewnie się zastanawiacie co ludzie tego pokroju, szlachcice robili w małym miasteczku ? Ano ukrywali się. Te sukin... ahm, ahm... znaczy Mieczownicy wydali za nimi listy gończe. Po 100 złotych monet za jedną głowę. Tak, tak, to była zawrotna suma. Na szczęście nasz lud nie skory jest sprzedawać swoich współbraci nawet za taką fortunę. Kiedy tak siedzieli i rozwiali, drzwi chaty uchyliły się i w ciemne pomieszczenie wkradł się słup światła.
- Aa, Albert, na brody przodków, jesteś.
- Jestem! - powiedział półgłosem, ale zdecydowanym, wyraźnie podekscytowany mężczyzna.
- Mówże, mówże! - ponaglili go pozostali.
- Ten cholerny pies, Augen de Balben nie żyje! Umarł! Ha ha ha!
- Dobra wiadomość dla nas. Pytaniem jest, kto teraz zostanie Wielkim Mistrzem? Miejmy nadzieję, że ktoś mniej nadgorliwy niż de Balben. W życi mam już tych zakonników.
Ciągle tylko kontrybucje, podatki... - perorował Helmut.
- Pewne jest jedno. Takiego wodza już nie będą mieć. To dla nas szansa. Póki trwa zamieszanie z wyborem ich mistrza, powinniśmy wzmocnić naszą siatkę powstańczą. Bogowie jedynie wiedzą ile jeszcze zdzierżymy ich władzę. Musimy się do powstania gotować. - tym razem głos zabrał Erik.
- To pewne. - skwitował w swoim stylu Jorg.
- W takim razie ruszamy do Bergerwan. Wyruszymy o zmroku, tak by zakonne oczy nas nie widziały.
- Zgoda - kiwnęła głowami reszta zgromadzonych.
Pozostały do zmierzchu czas poświęcili na opowieściach o swoich przodkach, walecznym Bosse, który podobno, włócznią smoka powalił, o odważnym Casperze, który pod Akureyri samego Sindriego Vidarssona okrągłą tarczą przed ciosami Mieczowników chronił. Mówili, że sam dwudziestu położył! Co prawda nikt ponoć tego nie widział, truchła smoka też nie, ale przekaz ludowy niósł się od wsi do wsi, od miasteczek aż do miast, krzepiąc norski lud będący pod zakonną okupacją. Wiele mówiło się o katastrofie, jaka spotkała norsów pod Akureyri, co nie zmieniło jednak faktu, że przysporzyło to norsom jeszcze większej nienawiści i chęci odwetu na znienawidzonych zakonnikach.

- Ruszajmy, już czas.
Pięciu zakrytych ciemnymi płaszczami mężczyzn wyszło z okrągłej chaty, kierując się w stronę gospody "Pod rogatym kołtunem". Dziwna to nazwa, ale przecież nikt nawet się nad tym wtedy nie zastanawiał. Nie było ku temu ani pory, ani chęci. Szli by odebrać od zaprzyjaźnionego gospodarza konie, na których tydzień temu tu przyjechali, a on zgodził się je dla nich we własnej stajni przechować. Ostatnio we miasteczku, siły Mieczowników zmniejszyły się, ze względu na większe niepokoje w sąsiednim Namark, gdzie podobno jednemu ze strażników rozbito toporem głowę. Winnych nie znaleziono.

Norsowie weszli do gospody ostrożnie, nie robiąc większego hałasu. Spoczęli w najciemniejszym kącie pomieszczenia, skinając gospodarzowi wcześniej uzgodnionym znakiem. Nie musieli długo czekać, wtajemniczony wiedział co robić. Czym prędzej poinstruował dziewczynę, ponoć przybłędę, którą przygarnął, by nalała gościom piwa, a w przypadku gdyby widziała jakiś zakonników, jak najszybciej powiadomiła go lub sama spróbowała ich czymś zająć by nie zwrócili uwagi na wcześniejszych gości. Dziewczyna była atrakcyjną wręcz kobietą, o charakterystycznych dla tego regionu jasnych włosach koloru słomy, splecionymi w dwa długie warkocze według miejscowej mody. Szeroki, piękny uśmiech dopełniał łagodne rysy twarzy dziewczyny o niebieskich oczach. Wyglądała na nie więcej jak dwadzieścia kilka lat. No, bliżej tych dwudziestu. Szybkim ruchem chwyciła za beczkę i nalała do pięciu drewnianych kufli złocistego napoju. Umiejętnie chwytając za ucha zaniosła do siedzących w rogu postaci.
- Na zdrowie! - szepnęła z nieskrywanym uśmiechem.
Najmłodszy z zebranych, Jorg, blisko 25 letni, który nie miał jeszcze kobiety, z którą do łoża by legł, zachęcony uśmiechem podziękował ukłonem wstając, tym samym prawie rozlewając postawione na stole trunki.
Kobieta również ukłoniła się, odwróciła i ruszyła z powrotem do lady.
- Ha ha! - uśmiechnął się półgębkiem najstarszy Bjorn. Chciałbyś taką babę, co Jorg? Ha ha!
Młodzian spłonił się, spuszczając wzrok na blat stołu. Cóż, uczucia nie były zdecydowanie jego najmocniejszą stroną.
- Tak, ja.. chciałbym - odpowiedział cicho.
- Oj daj mu spokój Bjorn, powiedział karcąco Albert. Jeszcze przyjdzie na niego pora.
- Tylko żartuje. No Panowie, gospodarz gdzieś nam zniknął. Powinien już wrócić. Chodźcie na tyły, może trzeba mu pomóc.
Obecni bez słowa dopili piwo jednym haustem, wstali od stołu i ruszyli tylnymi drzwiami od gospody idąc w kierunku stajni połączonej z tylną częścią gospody.
Gdy dochodzili do szerokich, dwu członowych drzwi usłyszeli głosy w znanym im języku. I nie był to chyba język norski, hmm przynajmniej nie ich dialekt. Jorg zajrzał jednym okiem do środka. Wewnątrz, obok koni, pośród wszędzie walającego się siana stało kilkoro ludzi, w tym gospodarz z chwile temu widzianą dziewczyną.
- No Ebbe, Ty psie. Gdzie oni są? Obiecałeś, że ich dostaniemy jak tylko się pojawią. Siedzę tu już cholerną godzinę i nic. Gdzie oni są! Lekko podnosząc głos, z marsową miną krępy człowiek chwycił za gardło gospodarza.
- Ja, ja.. przecież mówiłem, że szykuje dla nich konie, że z nimi wyjdę, oni się pojawią a Wy ich złapiecie - z trudnościami i ściśniętym gardłem wyrzucił z siebie Ebbe.
- Mieliśmy umowę, miałeś nam powiedzieć, że przyszli, a nie powiedziałeś. Kręcisz grubasie. Za zdradę powinienem Cie powiesić. A z tą Twoją dziewką to my sobie pohulamy, oj pohulamy!
- Ale ja na prawd...... nie zdołał dokończyć Ebbe bo kapitan zakonników szybkim ruchem wyciągnął długi sztylet z cholewy buta i wbił go gospodarzowi w brzuch.
Ebbe zagulgotał, padając na kolana, pluł krwią, która w końcu zalała również organy wewnętrzne. Po krótkiej chwili drgające ciało przestało się ruszać. Dowódca zwrócił się do podkomendnych, trzymających miotającą się dziewczynę.
- Tajol, Bolaks, Sajutili, Alanin, bierzcie dziewkę, możecie sobie poużywać, pozwalam. Na koniec zostawcie ją mnie.. ha ha, dokończę dzieła.
Zgodnie z rozkazem, lub bardziej z przyzwoleniem, żołdacy rzucili się na kobietę. Trzech z nich powaliło ją na ziemię, krępując ręce i nogi. Czwarty z nich szamotał się z nogami dziewczyny próbując dopiąć swego. Pochłonięci żądzą strażnicy nie spodziewali się jednego. Tego po co przyszli. W momencie gdy powalili dziewczynę na ziemie przez podwójne drzwi do stodoły wpadli norsowie. W morderczym szale wymachując ostrymi jak brzytwa toporami rzucili się na zakonników. Drogę zagrodził im samodzielnie dowódca, który nie zajmując się dziewczyną stał i patrzył na truchło gospodarza podziwiając swoją rzeźnicką pracę. Wyciągnięty miecz na niewiele się zdał, gdy wypuszczona przez Jorga strzała przebiła prawe płuco. Dowódca zachwiał się, a Bjorn sprawnym ruchem rozrąbał mu twarz na połowę. Zajęci szamotaniną z dziewczyną nie zdołali na czas wyciągnąć oręża.. cóż, jeden z nich właściwie to zrobił, ale nie był to jego najostrzejszy sprzęt. Norsowie szybkimi ruchami zarąbali bezbronnych w tym momencie zakonników.
- Pluje na was, ścierwa.. - splunął i skrzywił się Albert.
Jorg czym prędzej podbiegł do wystraszonej dziewczyny.
- Nic Ci nie jest? - zapytał lekko dysząc. Dziewczyna wbiła w niego spojrzenie niczym sztylet.
- Dzięki Wam, wszystko w porządku - powiedziała dygocząc i płacząc jednocześnie.
- Nie jesteś już tutaj bezpieczna. A Ebbemu koń się już nie przyda. Musisz jechać z nami - nalegał Jorg.
- Jorg, musimy się ruszyć, kto wie czy garnizon nie słyszał tego wszystkiego. Na pewno się zainteresują - nerwowo stwierdził Erik.
Jorg nie czekając na pozwolenie wziął w ramiona kobietę, pomógł jej wstać i usadowił na koniu. Nie opierała się, wiedziała, że to najlepsze co może zrobić w tej chwili.
Pozostali w tym czasie również dosiedli swoich koni.
- Wio! Ruszamy! Wio! Ruszyli. Dopiero będąc już na leśnym trakcie zwolnili i dali koniom odpocząć.
Jorg korzystając z okazji zagadnął dziewczynę jadącą obok. Była już spokojna. Na jej twarz wróciła pewność siebie.
- Powiedz Pani, jak Ci na imię? Skąd pochodzisz? Mam nadzieję, że chociaż tyle wyjawisz nam za uratowanie Ci życia.
- Dziewczyna spoważniała. Jestem Lydia Vidarsson, córka Sindriego Vidarssona.
Mężczyźni oniemieli skupiając wzrok na niebieskich oczach dziewczyny. Czyżby w ich rękach znalazł się klucz do zjednoczenia wszystkich norsów raz jeszcze?

Ciąg dalszy nastąpi...
"Yoi mono-ni yasui mono nashi"
Awatar użytkownika
Sigrun
Mistrz Gry
Posty: 4381
Rejestracja: 04 maja 2017, 21:13

Re: Historie dziadka Olafa, czyli gawędy w norskiej chacie

Postautor: Sigrun » 16 lip 2018, 15:58

[OG: nie masz spamowiska więc tutaj: na razie pięknie się zapowiada, lubię fabularyzowaną historię świata i na pewno będę czytać :D uwaga na przyszłość: w 419 roku Sjudalena (sąsiad Norsów od wschodu) nie była zjednoczonym królestwem a konglomeratem walczących ze sobą wielkich księstw i księstw (królestwo rozpadło się w 380 po wygaśnięciu dynastii Ajocoli za Ejotmundula II, zwanego Ostatnim), podobnie w 419 roku Naggaroth ledwo co powstało zjednoczone pod sztandarem dynastii Malekithów i króla Surtura Zdobywcy, to ostatnie to akurat dane za CK2MODem ale jedyne dotyczące tego okresu w tym rejonie; podobnie zgodnie z historią w podaniu w upadku mieczowników pomogli też Sjudaleńczycy, którym się ich ekspansja nie podobała]

Wróć do „Frjálsherað”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość