Zapraszamy do ImperWiki

* * *
Koniec edycji XI (finalna tura 544), trwają przygotowania do startu edycji XII.

„Oto co się dzieje...” - wydarzenia państwowe, dworskie i inne

Awatar użytkownika
Sigrun
Mistrz Gry
Posty: 4387
Rejestracja: 04 maja 2017, 21:13

Re: „Oto co się dzieje...” - wydarzenia państwowe, dworskie i inne

Postautor: Sigrun » 21 cze 2018, 16:48

533 po narodzinach Świętego Gjìlcissy
Wydarzenia dworskie i królewskie


***

Przechadzający się po szerokich wielobarwnych ulicach ludzie zrobienie byli z wikliny i brzoskwiniowego światła. Ich ruchy rwane jak gdy wino za mocno uderzy do głowy, wszystko skąpane w strugach szarego deszczu lejącego się z nieba przypominającego przydymione szkło za którym, tu i tam, tylko czasem widoczne, przepływały czarne stwory bez imion większe od gwiazd, łypiąc bezrozumnymi oczami na świat uwijających się w pocie czoła wiklinowych ludzików. Ludziki nie miały twarzy tylko rozćwierkane jak chór kolorowych ptaków dusze z brzoskwiniowego światła, wiecznie zwracające się z pustych, plecionych skorup ku szaremu niebu i ku maszerującym po nim orszakom wielokształtnych duchów ziemi i boskich przodków emanujących blaskiem o barwie dla której ludzkie języki, toporne i wiecznie śliniące się, nie znalazłyby żadnej nazwy.

Baldoljin unosił się, lżejszy od ciężkiego, nabrzmiałego hałasem powietrza, wysoko nad rojem wiklinowych ludzików, nad suchymi, zimnymi kopułami z martwego kamienia, nad szemrzącymi cichutko, przywiązanymi do rzeczy i słów duchów ziemi spętanych zaklęciami starszymi niż najstarsze solickie świątynie. Rozglądał się dookoła i martwił. Jak wróci do domu? Gdzie jest? Kim jest?

Spojrzał na północ i nagle ujrzał wszystko, wszystkie swoje kraje, rozległe doliny, wzgórza gromadzące śnieg tylko w najzimniejsze pory roku, wyniosłe, stare, starte przez czas szczyty gór. Pomknął. Sunął nad szarym światem jak wiatr. Rozległe pola upstrzone wioskami oddały pola lasom, potem rzekom a potem znowu polom. Baldoljin minął wyniosłą twierdzę Gusjuddy, jej dumne mury huczące od kłębiących się w nich związanych wiecznymi przysięgami duchów antycznych wojowników czekających od Lwiogłowy Król znów wezwie ich na wojnę. Baldoljin przestał lecieć wysoko i obejmować wszystko swoim niezwykłym, nadprzyrodzonym wzrokiem; zleciał nisko nad ziemię. Wszystko pogrążone było w nienaturalnej, martwej ciszy. Pomniejsze duchy i demony umykały przed nim, chowając się w nielicznych kryjówkach głęboko u korzeni świata. Z szarego świata wyłoniła się ściana burej mgły, za nią niewidoczne góry, bezimienne i śpiące od wieków, ciche i martwe. Baldoljin przebił się przez szarobrązową mgłę, wniknął między drzewa. Ciekawskie bożki natury starały się zastąpić mu drogę, galopując na ośmiu czy dwunastu koślawych odnóżach w maskach rżniętych w prastare runy którymi najstarsi przodkowie Sjudaleńczyków okiełznali u zarania świata groźne i złowrogie siły duchowe kłębiące się wszędzie dookoła - nie mogły go jednak dopędzić. Te nieliczne które zbliżyły się dość blisko, prawie wynurzając swoje czarne i włochate cielska wielkie jak domy z gęstej mgły, rycząc z bólu natychmiast zawracały gdy czuły piekące dotknięcie świętych insygniów na skroni i dłoniach Baldoljina, insygniów pobłogosławionych w imię Świętego Wcielonego.

Baldoljin słyszał i czuł Boga gdy tylko zechciał. Bóg był niemym grzmotem, delikatnym uderzeniem huraganu, zimnym ogniem.

Z mgły wyłoniło się wzgórze. Baldoljin opadł na ziemię i powoli wdrapał się na nie, nie kalecząc nagich stóp pomimo przedzierania się przez ciernie, chwasty i wystające z mokrej gleby splątane korzenie.

Na wzgórzu, jak zawsze, jak każdej nocy, stał wysoki mężczyzna w zwiewnej kremowej szacie. Z tyłu, tuż nad i obok jego głowy, unosił się ledwie widoczny dysk z czerwonego światła. Brodaty mężczyzna o rozwianej grzywie przypominającej topioną platynę odwrócił się powoli w stronę Baldoljina. Smutny uśmiech wykrzywił przystojną twarz. Cała postać przypominała utkną z mgły, gotową rozwiać się przy najlżejszym poruszeniu.
- Ojcze - szepnął Baldoljin i zbliżył się.
Wencen nie przestawał uśmiechać się z widocznym smutkiem.
- Jestem zawiedziony.
Słowa brzmiały jak wypowiedziane z dna głębokiej studni, czy zza tafli wody, ciemnego zwierciadła oddzielającego od siebie jedną i drugą zwiewną postać.
- Dlaczego przychodzisz do mnie? - głos Baldoljina przypominał tylko szmer nieśmiałego strumyka.
- Jestem zawiedziony.
- Zawsze to powtarzasz.
- Czy cię zawiodłem?
Umarłeś, pomyślał Baldoljin bez emocji.
- Co mam robić?
Baldoljin zawsze zadawał te same pytania i nigdy nie otrzymywał żadnej odpowiedzi.
- Jesteś królem.
Wencen odwrócił doskonale piękne rysy twarzy od wbijającego wzrok w pełną skłębionych węży i salamander ziemię po czym spojrzał na horyzont. Otwarta przestań widoczna ze szczytu wzgórza pokryta była gęstym, dzikim, dziewiczym lasem, daleko na północy majaczyły ośnieżone szczyty gór. Nad górami kłębiły się smoliście czarne burzowe chmury, sunąc gęstą ławą w stronę puszczy.
- Czy wiesz co masz zrobić?
Pytanie padło w przestrzeń, Baldoljin nie słuchał. Oddychał powoli i spokojnie.

Wszystko zaczęło się trząść.

Baldoljin uniósł głowę. Wencen Anvarrik zniknął, czarne jak noc chmury burzowe zaś zbliżyły się w uderzenie serca do samego wzgórza. Błysnęły pioruny, uderzył grzmot.
- Wiesz co masz zrobić późny wnuku.
Baldoljin wzdrygnął się i poczuł jakby ktoś wyrywał mu palce jeden po drugim.

W wirującej coraz szybciej i szybciej wichurze, wyrywającej drzewa z ziemi i przewracającej stare, zmęczone góry, unosiła się twarz. Brodata, o włosach jak druty splecionych, włosach długich i rozwianych przez szalejącą wichurę, przypominała pysk bestii o grzywie lwa...
- Zabijesz tych którzy ci się sprzeciwią.
Głos jednocześnie śmiał się i przemawiał, Baldoljin zaś stał twarzą w twarz z burzą na ogołoconym ze wszystkiego poza pokrytym krwią piachem wzgórzu, pośród pustki, nic bowiem już poza nią na świecie pozostało.
- Zgładzisz ich i pożresz a cały świat zadrży gdy powstaniesz potężny i mocny, dziedzic mojej krwi, godny wszystkich tronów świata... Musisz tylko zrobić ten jeden kroki, wznieść rękę... Oto jest być królem.
Huragan utonął w ryku lwa.



***


Baldoljin II, pan przyrodzony całej Sjudaleny, otworzył oczy. Leżał na szerokim królewskim łożu, zupełnie spokojny, oddychał regularnie. Wyprostował się powoli i instynktownie sięgnął w prawo, szukając dłonią dłoni ukochanej Adrady. Znalazł ją natychmiast.
Była zimna i sztywna.
Baldoljin siedział na łożu i wpatrywał się w wielobarwną mozaikę.
I1: Sorogeure, I3: Ætthryr, I4: Armavir, I11: Sjudalena, I12: <3 GM <3
Awatar użytkownika
Sigrun
Mistrz Gry
Posty: 4387
Rejestracja: 04 maja 2017, 21:13

Re: „Oto co się dzieje...” - wydarzenia państwowe, dworskie i inne

Postautor: Sigrun » 10 lip 2018, 14:30

534 po narodzinach Świętego Gjìlcissy
Wydarzenia dworskie i królewskie


***

Wielkie poruszenie zapanowało w mieście stołecznym królestwa, już i tak rozrywanym przez plotki, awantury i kontrowersje związane z toczącymi się już drugi rok (choć, przyznać należy, nieregularnie) obradami parlamentu sjolskiego. Kancelaria królewska może być z pełną pewnością wdzięczna za taki obrót wydarzeń, być może bowiem przestaną spływać do niej wreszcie skargi i pretensje od wzburzonych zgromadzonych czcigodnych arystokratów krwi i innych szlachciców; na parlamencie bowiem, co nie jest w stolicy żadną wielką tajemnicą, trwa regularna wojna wokół kwestii zaproponowanej przez jego wysokość reformy sądownictwa prawa królewskiego. Wydarzeniem jednak, które bez wątpienia zepchnie te spory na dalszy plan, jest powrót do Sjol armii królewskiej z wojny w Generii. Wpierw poddanych jego królewskiej mości wielce zaskoczył oraz wprawił w ogromną rozpacz fakt pochwycenia przez pogańskich Dunthainów księcia Gotalta, ukochanego wuja jego mości, mężnego rycerza i dowódcy; bez wątpienia też przysporzyło to wielu kłopotów samemu młodemu królowi, gdyż, co jest powszechnie znanym faktem, jego wuj jest jedną z najważniejszych osób swobodnie poruszających się pomiędzy stronnictwami dworskimi w pałacu, posiadającą też dzięki temu bardzo duże wpływy. Powszechna i szczera radość więc wybuchła w mieście i w całym królestwie gdy tylko dotarła, w niedługo potem, wiadomość o podpisaniu traktatu rozejmowego z Dunthainami, przewidującego między innymi wypuszczenie księcia, oraz innych jeńców wojennych, z niewoli. Do stolicy armia królewska na czele z jego książęcą mością dotarła bardzo prędko, w ostatnich miesiącach 534 roku, na czele zaś pochodu jechał, dumnie wyprostowany w siodle, sam książę. Wychudły po kilku latach konfliktu, brodaty, o kędzierzawej czuprynie i błysku w oku najstarszym z arystokratów i mieszczan przypominał niemal dokładną, nie licząc braku jasnej grzywy okalającej twarz, kopię swojego dziada, wielkiego króla Sjigbalda, jak młody książę wojownika i dzielnego męża. Uwadze uważnych obserwatorów nie umknął jednak fakt, że za przybranym specjalnie na tę okazję szerokim uśmiechem kryło się wzburzenie, gniew i determinacja, odbijające się w zimnym spojrzeniu którego uśmiech nigdy nie obejmował i na zmarszczonym czole.

***

Drzwi komnaty królewskiej otworzyły się z hukiem i do samotni pana przyrodzonego całej Sjudaleny, rozpychając się łokciami między gwardzistami pałacowymi, wkroczyło dwóch mężczyzn. Niższy i chudszy wciąż podkręcał nerwowo sumiastego wąsa i ocierał z potu wysokie czoło i powiększające się bardzo szybko zakola. Rozglądał się dookoła bacznie i z uwagą. Ogden II Ajneskanes, książę Walnengaldu, pierwszy raz miał okazję oglądać słynne pokoje królewskie na szczycie nie mniej słynnej wieży, tej, której jego królewska mość zawdzięczał swój przydomek - ten mniej oficjalny, używany w mniej formalnych sytuacjach.
- Wasza wysokość... - książę Ogden skłonił się zgodnie z przepisami rytuałów etykiety głęboko i wytwornie, starając się jednocześnie ustąpić towarzyszowi. - Przyprowadziłem wuja waszej wysokości...
- Wyjdź.
Gotalt Anvarrik, książę Fajilgun, brzmiał jakby ktoś przeciągnął mu kilka razy po gardle szarpanym szkłem, za każdym razem rozkoszując się zadawanym bólem i efektem swoich poczynań. Dopiero z bliska widać było jak długa wojna, jedna a potem druga, odbiła się na jego zdrowiu. Choć szybko wracał do dawnej figury, pulchniejszej i zaokrąglonej bardziej niż u innych mężczyzn, właściwej mężczyznom z rodu Losajnoli, rodzinie jego matki, to nadal na poznaczonej nowymi zmarszczkami twarzy widać było ślady miesięcy spędzonych w boju. Głos zawiódł Gotalta nagle, w jednej chwili, gdy potężnymi krzykami wydawał rozkazy w czasie walki z Dunthainami. Choć zdążył już do teraz wrócić to nadal nie był w pełni sprawny.
- Idź już - poprawił się i nieco złagodził wcześniejsze warknięcie Gotalt, przepychając się do przodu.
Ogden rozejrzał się jeszcze szybko, zawieszając na krótko wzrok na dziwnych przyrządach z przezroczystego szkła i polerowanego srebra, przypominającym wielkie kule i tuby, po czym skłonił się ponownie, jeszcze głębiej, po czym wycofał się i wyszedł. Raz tylko wzrok jego i Gotalta spotkał się. Ogden podziwiał władcę Fajilgun, ledwie kilka lat starszego, jak większość młodej szlachty sjudaleńskiej zresztą, tej zmęczonej wieczną gadaniną uprawianą od pokoleń przez ich ojców i dziadów.
Po chwili drzwi zamknęły się za Ajneskanesem powoli, gdy zaś trzasnął zamek w komnacie pozostali tylko Gotalt, jego bratanek, król Sjudaleny, i trochę schowany za jednym z arrasów gwardzista. Gotalt nie zaszczycił postawnego mężczyzny w zbroi straży pałacowej dłuższym spojrzeniem, choć bez znanego sobie powodu poczuł się nagle nieswojo...
- Królu - książę Fajilgun ukłonił się szybko i zupełnie nieprzepisowo.
Jego królewska mość, pan przyrodzony całej Sjudaleny i bratanek Gotalta, Baldoljin, zasiadał w wysokim, szerokim fotelu obitym białą i kremową skórą, wpatrywał się w płomienie wesoło skaczące w kominku. Zapach palonego, cedrowego drewna wypełniał komnaty królewskie słodką, znajomą wonią, wiatr zaś niósł od morza zapach oceanu. Sjol oczywiście nie spało, zdecydowało jednak uciąć sobie drzemkę. Niedawno słońce zaszło za horyzontem i szerokie aleje miasta oraz jego liczne kopuły rozświetlały tylko setki i tysiące papierowych, wielobarwnych lampionów którym stolica zawdzięczała imię Miasta Świateł.
- Cieszymy się z waszego powrotu w zdrowiu czcigodny wuju.
Lewa powieka Gotalta podskoczyła kilka razy i za nią wkrótce podążyła cała lewa strona napiętej ze wściekłości twarzy, na szczęście dla rytuałów etykiety skryta jeszcze pod gęstą, splątaną brodą.
- Wasza królewska mość - Gotalt natychmiast przybrał ton którym jego bratanek zdecydował się posłużyć. Książę wiedział, że nie chodziło o stojącego w kącie gwardzistę, Baldoljin nigdy się nimi nie przejmował. Ten strażnik... Gotalt zdał sobie sprawę, że mężczyzna nie wydaje żadnych dźwięków, oddychał nawet bezszelestnie. Poczuł mrowienie na karku. - Jestem urzeczony waszą troską. Trzeba nam jednak przejść do rzeczy. Dlaczego tu jestem?
Gotalt odnosił się oczywiście do zawartego między królestwem a rzeczpospolitą rozejmu. W rozmowach ze swoimi bliskimi przyjaciółmi, w tym z księciem Lagjany do którego zbliżył się dość mocno w trakcie tygodni spędzonych w obozie wojennym, nie ukrywał swojego żalu z powodu takiej a nie innej decyzji monarchy. Mieli przewagę w tej wojnie, a wycofanie się z niej Jadeitowego Tronu w najważniejszym momencie Gotalt uważał za bezpośrednią przyczynę haniebnej zdrady Mureliańczyków pod wodzą śliskiego jak kupa gówna Stefana, jak zwykł nazywać powinowatego bratanka Gotalt.
- Czy nie cieszysz się z odzyskanej wolności wuju?
Baldoljin zmienił się bardzo przez te kilkanaście miesięcy gdy Gotalt dowodził armią królewską wpierw w Tercenii a potem w Generii. Urósł jeszcze, wychudł za to nawet bardziej, zasiadając w kremowych i beżowych szatach laminowanych bielą i złotem wyglądał jak królowie o odłamanych głowach z malowanych posągów zalegających w najgłębszych królewskich skarbcach, tych w których zgromadzono nieliczne artefakty sprzed setek lat, z ery legendarnej monarchii sprzed ikonomachii. Był bardzo przystojnym młodym mężczyzną, z cieniem jasnego zarostu na ogolonej, kwadratowej szczęce, to wszystko odziedziczył po ojcu - Wencen jednak w jego wieku był rycerzem i wojownikiem, szerokim w barach i potężnym. Baldoljin zdecydował się wkroczyć na inną ścieżkę, wbrew upodobaniom wuja zresztą. Gotalt zauważył nawet z pewnym zaskoczeniem, że Baldoljin nosił na twarzy tradycyjny makijaż, nieco podkreślone oczy i upudrowane na blado usta, zgodnie z tilladzkimi obyczajami.
- Cieszyłbym się bardziej z chwały sjudaleńskiego oręża, ze śmierci jak największej ilości pogan i ze spokoju na wschodniej granicy. Tych pogan mogłoby być naprawdę kurewsko wielu, wtedy byłbym nawet bardziej zadowolony.
Gotalt zazgrzytał zębami z frustracji.
- Albowie karmili, dawali dobre i czyste koce a nawet proponowali czasem kurwy. Nie wiem co mielibyśmy zyskać... co zyskaliśmy na tym wszystkim. Siedzimy tu teraz, moi ludzie rozjechali się do domów orać swoje jebane pola i walić czołami w ziemię a w Generii nasi wrogowie robią co chcą, tak chcemy to rozegrać? Po co mnie wyciągnąłeś? Żebym przekonał szlachtę do reform?
- Królestwo potrzebuje teraz spokoju i stabilizacji - Baldoljin spojrzał na wuja wielkimi oczami, uśmiechnął się lekko. - Nasze kraje rozrywają wątpliwości i niepokoje, czujemy to całym sobą, dzień w dzień. Potrzeba nam czasu żeby zaleczyć dawne rany, by zabliźniły się i zmieniły w nową siłę. Ten pokój jest nam do tego potrzebny, zresztą...
Gotalt machnął ręką i żachnął się, przerywając bratankowi w pół słowa.
- Co to za pierdolenie...
- Uważajcie na słowa, książę. Mówicie do waszego pana.
Gotalt poczerwieniał i aż sapnął. Od kilku lat ataki wściekłości stawały się coraz silniejsze, książę czasem tracił nad nimi panowanie - co zresztą mu się podobało, często bowiem wtedy zrąbywał kilku więcej wrogów niż zrobiłby to w innej sytuacji. Odwrócił się teraz w stronę bezczelnego gwardzisty który ośmielił się zabrać głos w obecności księcia królewskiej krwi domu panującego.
- Kim...
Gotalt zaniemówił. Ukrop gotującego się gniewu zmienił się w mgnienie oka w staw lodowatego spokoju, szybko przechodzącego w bryłę lodu.
Książę cofnął się, mrugnął.
- Co? - wydukał tylko.
Z kąta komnaty wysunął się bardzo wysoki, postawny mężczyzna z gigantycznymi cieniami pod oczami i ewidentnie świeżo i niedokładnie przyciętym zaroście i długich, jasnych włosach. Wpatrywał się w Gotalta spojrzeniem błękitnych, spokojnych oczu które książę znał aż za dobrze, choć przecież minęły lata.
- Sjigbald? - wystękał w końcu.
Sjigbald, niegdyś Anvarrik, stał po drugiej stronie komnaty w lśniącej zbroi gwardii królewskiej, z ciężkim płaszczem zarzuconym na ramiona i wyrazem największego skupienia i spokoju na jakby ciosanej z marmuru twarzy. Był zawsze najwyższym z synów króla Logenbalda, wyższym i od Wencena i od Gotalta, mierzył prawie sześć i pół stopy.
Sjigbald, niegdyś Anvarrik, ten, któremu nieżyjący już książę-regent w majestacie prawa królewskiego odebrał godność i zmienił jego królewską krew w wodę, ten, który zdarł z siebie barwy mieczowników, uprowadził króla w geście niesłychanej i bezprecedensowej bezczelności, po czym, po powrocie, na długie lata zniknął w mrokach klasztornych lochów.
Gotalt nie pamiętał już jak Sjigbald wyglądał dawniej, za szybko wyjechał do Generii. Ponad trzydziestoletni mężczyzna stojący nieopodal był dla niego kimś obcym... poza oczami. Takimi samymi jak oczy jego ojca i braci, innymi niż oczy Gotalta, oczy jego matki.
- Bracie - Sjigbald, niegdyś Anvarrik, miał czelność skrzywić wąskie usta w czymś przypominającym uśmiech.
Gotalt niemal stracił wzrok gdy rzucił się na Sjigbalda ze zwierzęcym rykiem. Mężczyzna zamieszkujący ciało kiedyś noszone przez brata Gotalta z zaskoczeniem zrobił krok w tył, nie zdążył jednak się uchylić, nie przed zahartowanym na licznych wojnach bratem, choć dziesięć lat młodszym to sporo silniejszym. Gotalt wpadł na Sjigbalda jak góra na górę, po głuchym trzasku nastąpiła chwilą ciszy po której załomotało gdy synowie Logenbalda zwalili się na ziemię i zaczęli szamotać na niej, przewracając stoliki i ozdobne ceramiczne wazy.
- Zdrajca! - ryczał Gotalt okładając zasłaniającego rękami twarz Sjigbalda pięściami, przy okazji dając upust gromadzącej się przez kilka tygodni podróży z frontu generyjskiego do domu frustracji i gniewowi. - Zdrajca! Skurwysyn! Matkojebca!
- Tego bym nie powiedział - Sjigbald zdecydowanym ruchem zrzucił z siebie Gotalta gdy ten uniósł obie ręce nad głowę, szykując się do zadania potężnego ciosu w głowę, po czym kopnął brata precyzyjnie. Gdy zdumienie minęło górę wziął rozsądek, a w tym Sjigbald zawsze był dobry. Książę Fajilgun sapnął czując zakutą w stal stopę Sjigbalda obijającą mu żebra i nerkę, odskoczył instynktownie i opierając się na komodzie pod ścianą skoczył na równe nogi.
Bracia wpatrywali się w siebie ciężko dysząc.
Po chwili Sjigbald otarł drżącą dłonią krew spływającą z rozszarpanego łuku brwiowego na oko.
- Uważajcie na słowa, książę - powtórzył bardzo powoli.
Baldoljin II, król Sjudaleny, siedział na fotelu zamyślony i nieobecny, dłonie złożywszy na podołku. Jakby nie zauważył całego starcia.
- Co ty tutaj robisz? - zapytał po trwającej całą wieczność chwili Gotalt.
Nie wiedział czy nie śni przypadkiem. Ból płynący z przegryzionego języka podpowiedział mu że nie... choć nie był pewny. Tylko wojna a potem, cóż, nagła śmierć, sprawiły, że Ijon nie zdążył stracić Sjigbalda pokazowo po wydaniu go przez Drachenów, a przynajmniej Gotalt tak myślał. W chaosie który nastąpił po śmierci Ijona Sjigbald został przewieziony do klasztoru Nil Tola by tam gnić w najgłębszym lochu, książę Fajilgun nigdy nie dowiedział się kto podjął tę decyzję. Nie miało to jednak znaczenia, to było lata temu, ważniejsze, kto pozwolił mu loch opuścić? Co robił w pałacu? Tutaj? Przy boku króla? Gotalt zgubił się w swoich myślach.
- Naszą decyzją - spokojny głos bratanka przywrócił Gotalta między żywych. - Sjigbald został najnowszym członkiem zaprzysiężonym gwardii królewskiej. Jego lojalność nie zna granic. Będzie nam służył wiernie.
- To jest szaleństwo - wyszeptał Gotalt, miotając spojrzeniem od brata do króla. - Lojalność? Baldo, on cię porwał. Z tego pokoju. Wyniósł, zapakował do skrzyni, wsadził ją na statek i popłynął na południe. Dla własnej korzyści. To jest szaleństwo.
Baldoljin natychmiast skurczył się i jakby zwiądł w oczach gdy tylko Gotalt słabym głosem wspomniał o mającym miejsce lata temu porwaniu.
- Kłamstwa naszego brata zmąciły wasz umysł, książę.
Sjigbald był zimny jak lód, choć też oddychał ciężko.
- Kłamstwa? - Gotalt znów poczuł gniew... choć bardziej o uwagę dopominały się żebra, niektóre chyba nie w komplecie.
- Ijon był gotów dla swej ambicji...
- Nie - niemal wypluł z siebie książę, kręcąc głową, czego szybko pożałował. - Nie. Nie. Ijon dla dobra tego kraju przelał krew. On dla nas wszystkich cierpiał, walczył za nas. On cię kochał Baldo, tak jak kochał naszego brata i twojego ojca. Nigdy nie miał żadnych ambicji, poza służbą królestwu, twojemu królestwu. Ijon...
- Ijon nie żyje - uciął Sjigbald twardo uciszając brata. - Od wielu lat. Jego niecne spiski nie zostały zrealizowane, niewątpliwie z woli Wcielonego. Teraz żyjemy już w nowym królestwie, pod władzą miłościwego króla Baldoljina. W jego służbie poprzysiągłem klękać do końca moich dni.
Gotalt nie mógł uwierzyć w to co słyszy.
- Teraz, książę - Sjigbald wyprostował się. Dopiero teraz Gotalt zauważył że pochylał się ciężko, bardzo wyczerpany trwającym kilkanaście uderzeń serca starciem. - Udacie się do swoich komnat. Nigdy więcej w mojej obecności nie zwrócicie się do jego wysokości w tak haniebny sposób. Czekają nas długie rozmowy w nadchodzących dniach, wielkie plany do uzgodnienia. Udajcie się na spoczynek książę.
Zapadła cisza. Gotalt nadal nie umiał zmusić się do uwierzenia w to że to nie koszmar a jawa.
- Czcigodny wuju...
Obojętne słowa króla spoliczkowały Gotalta. Książę Fajilgun wpatrzył się w bratanka i zrozumiał że już go nie zna. Że w ciągu tych kilku lat wojny, błota i smrodu stracił bratanka. Że jego dusza wpadła w żelazną pięść Sjigbalda. Jakimi kłamstwami cię kupił?
- Wasza wysokość... - Gotalt nie ukłonił się a podpierając ściany i trzymając za rozrywający bólem bok zbliżył powoli do drzwi, wpatrując w podłogę. Znów czuł się jak przed laty, gdy był najmłodszym z synów wielkiego króla, tym, któremu nigdy nikt nic nie mówił.
- Zajmijcie się waszym bękartem, książę.
Gotalt zatrzymał się w pół słowa przy wyjściu, niemal rozkoszując przewidywalnym nożem w plecy wbitym mu teraz słodkimi słowami przez Sjigbalda, niegdyś Anvarrika. Gotalt nie mógł wiedzieć, że Sjigbald uśmiecha się teraz lekko, znów zgarbiony, do jego pleców, zimnymi oczami wodząc za księciem.
- Słyszałem, że wasza małżonka nie daje mu jeść.
Gotalt wyszedł z pokoju zamykając powoli drzwi.
I1: Sorogeure, I3: Ætthryr, I4: Armavir, I11: Sjudalena, I12: <3 GM <3
Awatar użytkownika
Sigrun
Mistrz Gry
Posty: 4387
Rejestracja: 04 maja 2017, 21:13

Re: „Oto co się dzieje...” - wydarzenia państwowe, dworskie i inne

Postautor: Sigrun » 11 lip 2018, 16:20

535 po narodzinach Świętego Gjìlcissy
Wydarzenia dworskie i królewskie


***

Radość na dworze królewskim w Sjol, mieście stołecznym całej Sjudaleny - radość zmieszana z niedowierzaniem. Wieść bowiem gruchnęła nagła że drugą już żonę wziął najmiłościwszy pan, jego królewska mość Baldoljin II! Historia ta wydarzyła się prędko i ku zdumieniu bardzo wielu. Oto bowiem z Tercenii, krainy w Sjudalenie zwanej Tejcenem, przybyła do królestwa w końcu roku 534 delegacja czcigodnych panów i szlachty, część by osobiście, jako poddani księcia Alfreda, wasala jego mości, złożyć hołd Jadeitowemu Tronowi, część by obserwować obrady zgromadzenia. Na osobiste zaproszenie jego królewskiej wysokości przybyli przedstawiciele wielkich rodów Lorartów i Terciów, w tym czcigodny Edwin, syn lorda-protektora Tercenii Sigismunda. Jego to właśnie córkę, piękną Addilyn, zapoznać miał jego królewska mość podczas jednej z licznych uczt wydanych na cześć przybyłej arystokracji - przy tej też okazji, jak już śpiewają minstrele od wschodu do zachodu krajów pod tronem domu Anvarrików, zrodzić się miała między młodymi wielka i szczera miłość. Ślub zorganizowano naprędce, czym zajął się kanclerz wielki Jadeitowego Tronu Ijolfaled Stejaturik. Większość wciąż licznie zgromadzonej w Sjol szlachty o wydarzeniu tym dowiedziała się dopiero po zabiciu wielkich dzwonów rytualnych w całym mieście, od Świątyni Słońca do Starej Świątyni. Co nie jest żadną tajemnicą wielkim oburzeniem rozpaliło się kilku członków rady królewskiej, z którymi jego wysokość, wedle plotek krążących po ulicach i ucztach, nie zapytał o zgodę na zamążpójście. Czas pokaże czy nowa, młoda i - jak się powiada - ambitna królowa sprawdzi się w swojej roli.


***

Tymczasem na pilne spotkanie do pałacu, od jakiegoś czasu zamkniętego nawet przed posłami, zaproszeni zostali osobiście wszyscy członkowie rady królewskiej. Wielu spekuluje że może to mieć związek z bardzo dziwacznymi, niesłychanie wręcz dziwnymi wieściami o pojawieniu się w otoczeniu jego mości pewnej postaci...
I1: Sorogeure, I3: Ætthryr, I4: Armavir, I11: Sjudalena, I12: <3 GM <3
Awatar użytkownika
Sigrun
Mistrz Gry
Posty: 4387
Rejestracja: 04 maja 2017, 21:13

Re: „Oto co się dzieje...” - wydarzenia państwowe, dworskie i inne

Postautor: Sigrun » 26 lip 2018, 10:29

535 po narodzinach Świętego Gjìlcissy
Wydarzenia dworskie i królewskie


***

Jego królewska mość Baldoljin II, pan przyrodzony całej Sjudaleny, król Sjudaleny i wielki książę Gusjuddy itd. itd. ogłosił w ostatnich dniach roku 535 po narodzinach Świętego Wcielonego, że kilka następnych lat spędzi w Gusjuddzie, wedle starożytnego obyczaju wizytując wszystkie swoje domeny. Spekuluje się, że decyzja ta została podjęta po prośbie ze strony królowej, czcigodnej Addilyn, której nadmorski klimat w Sjol ponoć szkodzi. Bramy sali tronowej zostały rytualnie zapieczętowane przez kapłanów ze Starej Świątyni zaś administracja miejska została przekazana przez jego wysokość kanclerzowi wielkiemu Jadeitowego Tronu, Ijolfaledowi Stejaturikowi. Wraz z jego wysokością na północ do stolicy wielkoksiążęcej domeny władcy udali się przebywający w stolicy członkowie rady królewskiej oraz duża część urzędników kancelaryjnych. Plotki głoszą, że jego mość przenosi się na jakiś czas do dobrze ufortyfikowanej Gusjuddy nie tylko by lepiej poznać swoje kraje ale też po to by mieć bliższy, lepszy kontakt z poddanymi w Tercenii.
I1: Sorogeure, I3: Ætthryr, I4: Armavir, I11: Sjudalena, I12: <3 GM <3
Awatar użytkownika
Sigrun
Mistrz Gry
Posty: 4387
Rejestracja: 04 maja 2017, 21:13

Re: „Oto co się dzieje...” - wydarzenia państwowe, dworskie i inne

Postautor: Sigrun » 30 lip 2018, 18:58

536 po narodzinach Świętego Gjìlcissy
Wydarzenia dworskie i królewskie


***

Do domu powróciła armia królewska pod wodzą wielkiego księcia Tillady Sajutiliego IX Bolaksa. Gdy ponurzy, brudni i zakrwawieni nieraz rycerze oraz wychudzeni piechurzy wmaszerowywali w mury twierdzy gusjuddzkiej nikt nie przywitał ich z kwiatami, nie rozległy się dzwony ani nie wydano przyjęcia. Choć wielu z wiernych poddanych jego królewskiej mości udało się wyrwać z niewoli u Dunthainów, to dla nikogo nie było tajemnicą, że wojna na wschodzie zakończyła się klęską. Wielki książę, który osobiście przed ponad dziesięciu laty bronił murów cytadeli w Gusjuddzie przed atakiem buntowników pod wodzą ówczesnego księcia Lagjany, czym wielce wsławił się i zasłużył na reputację nieustraszonego wodza, jechał na koniu ze spuszczoną głową i wielu mówiło, że płakał, łzy jednak szybko znikały w gęstwinie siwej już brody ponad pięćdziesięcioletniego wojownika. Sajutiliego powitał osobiście jego wysokość, wychodząc z cytadeli gusjuddzkiej boso i w kremowych szatach rytualnych, przyjmując hołd od powracającego wodza i jego żołnierzy. Jego królewska mość wraz z większą częścią dworu przebywa od kilku tygodni w Gusjuddzie, odwiedzając swoje wielkoksiążęce posiadłości i nadzorując reorganizację lokalnej szkoły głównej. W niedługo za wojskami królewskimi w Gusjuddzie zjawili się przedstawiciele generyjskiej arystokracji, uciekając z walącego się z dnia na dzień królestwa pod protekcję Jadeitowego Tronu. Wywołało to szybko konflikty z przebywającymi w mieście delegatami rodów terceńskich; kilku nawet, najbardziej oburzonych, opuściło dwór jego królewskiej mości. Sytuacja na coraz ludniejszym dworze jego miłości gęstnieje, plotkuje się, że dojrzewa do rozstrzygnięcia.


***

Ogólnie ponurą atmosferę rozświetliła wieść, że królowa Addilyn, umiłowana przez ludność Gusjuddy za bliskość wobec ludu i liczne publiczne akty pobożności, jest w ciąży. Bardziej zachowawczy arystokraci tylko zgrzytają zębami, nie jest bowiem żadną tajemnicą, że druga żona jego królewskiej mości i jej terceńskie otoczenie, często składające się i z lokalnych młodych rycerzy zachwyconych ambozyjskimi romansami i turniejami, cechuje się dużą ambicją. Jednocześnie wszyscy podziwiają młodego księcia Sjigbalda, w tym roku kończącego trzy lata, szybko jednak dorastającego i nigdzie nieruszającego się bez wiernego druha w postaci arreackiego wilczaka, któremu młody książę nadał imię Sfaj, po legendarnym sjudaleńskim herosie z dawnych czasów. Młody Sjigbald, syn jego królewskiej mości z pierwszego małżeństwa, jest ulubieńcem lokalnej szlachty, urodę i temperament odziedziczył bowiem, zdaje się, raczej po rodzinie matki, a więc mureliańskich Arkadach.
I1: Sorogeure, I3: Ætthryr, I4: Armavir, I11: Sjudalena, I12: <3 GM <3
Awatar użytkownika
Sigrun
Mistrz Gry
Posty: 4387
Rejestracja: 04 maja 2017, 21:13

Re: „Oto co się dzieje...” - wydarzenia państwowe, dworskie i inne

Postautor: Sigrun » 10 sie 2018, 11:02

537 po narodzinach Świętego Gjìlcissy
Wydarzenia dworskie i królewskie


***

Przybycie jego królewskiej mości do Gusjuddy uświetnił turniej rycerski w którym zwyciężył syn sędziego głównego sądu ławy wielkiej prawa królewskiego, Lodewjik Aljonosis, nagrodę laureata poświęcając czci Jadeitowego Tronu i ofiarowując ją na dobra świątynne. W niedługi czas po zakończeniu zmagań dzielnych rycerzy z całego królestwa wszystkim zgromadzonym ogłoszono radosną nowinę - jej miłość, królowa Addilyn, urodziła zdrowego chłopca któremu jego królewska mość zdecydował się nadać jedno tradycyjnych imion dynastii panującej, Anwilbald. Młody książę cieszyć się może narodzinami u boku pradziadka, lorda-protektora Tercenii Sigismunda Lorarta, który przybył niedawno do cytadeli by rozmówić się z jego wysokością.


***

Do stolicy królestwa, miasta Sjol, zjechała się w ciągu ostatnich tygodni szlachta sjudaleńska i przedstawiciele wszystkich krajów pod Jadeitowym Tronem na obrady parlamentu. Obradami kierować będzie kanclerz wielki Ijolfaled Stejaturik, plotkuje się zaś, że zgromadzenie zakończy się szybko i nie przyniesie wielu ekscytacji. Jego królewska mość pozdrowił zgromadzonych za pośrednictwem kanclerza, samemu nie decydując się wziąć udziału w obradach i pozostając w Gusjuddzie na dalszej wizytacji swojej wielkoksiążęcej domeny.


***

Podobnie do Sjol powrócił z kilkunastomiesięcznego pobytu w Panorii książę Gotalt IV. Nie uszło niczyjej uwadze że jego książęca mość do domu powrócił niechętnie, ponoć na bezpośredni rozkaz jego królewskiej mości. Nie jest żadną tajemnicą że od dawna już małżeństwo między księciem a Eleonorą z Warenzów, jedyną żyjącą córką zmarłego kilka lat temu króla Rossa, nie należy do najszczęśliwszych, młodzi poślubieni sobie częstą kłócą się i służba pałacowa plotkuje o czasem bardzo dramatycznych wypadkach mających miejsce w komnatach książęcych. Czcigodna Eleonora nie cierpi ponadto zimnego i górzystego Fajilgun, udzielnego księstwa męża, odmawiając już od jakiegoś czasu powrotu na północ i preferując nadmorski klimat stolicy. Na domiar złego do domu książę Gotalt wrócił, co też nie jest żadną tajemnicą, z kolejnym nieślubnym dzieckiem, ponoć synem z romansu z panorską szlachcianką. Chłopcu nadano imię Sigelik, Gotalt IV zaś, przezornie, powierzył opiekę nad dzieckiem swojemu przyjacielowi, księciu Walnengaldu Ogdenowi II, wiedząc, że małżonka nie przepada za jego bękartami. Starsi szlachcice śmieją się, że jeśli chodzi o chuć jego książęca mość zdecydowania zbyt wdał się w dziadka, króla Sjigbalda.
I1: Sorogeure, I3: Ætthryr, I4: Armavir, I11: Sjudalena, I12: <3 GM <3
Awatar użytkownika
Sigrun
Mistrz Gry
Posty: 4387
Rejestracja: 04 maja 2017, 21:13

Re: „Oto co się dzieje...” - wydarzenia państwowe, dworskie i inne

Postautor: Sigrun » 05 wrz 2018, 8:52

538 po narodzinach Świętego Gjìlcissy
Wydarzenia dworskie i królewskie


***

W Mieście Pszczół nad lśniącymi wodami Morza Zachodniego, w Till, stolicy wielkiego księstwa Tillady, miał miejsce pogrzeb wielkiego księcia Sajutiliego IX Bolaksa Losajnoliego, jednego z najważniejszych i najpotężniejszych feudałów pod Jadeitowym Tronem. Wielki książę został pochowany w rodowej krypcie pod pałacem wielkoksiążęcym, obok dziadów i pradziadów z ponad trzydziestu pokoleń władców z rodu Losajnolich. Książę Sajutili ostatnie tchnienie wydał w odległej Tercenii, przewodząc wojskom sjudaleńskim na wyprawie powracającej z dalekiej Generii. Na pogrzebie zjawiło się wielu znakomitych przedstawicieli arystokracji królestwa, w tym książę Ikajity, Gamling III Stejaturik, który pomimo zaawansowanego wieku nie odmówił zaproszenia na uroczystość. Wraz z odejściem wielkiego księcia zakończyła się w Sjudalenie pewna epoka, czcigodny Sajutili IX był bowiem, wydaje się, ostatnim przedstawicielem starej epoki potężnych możnowładców dzielących między siebie królestwo i decydujących o jego sprawach. Sajutili (noszący starożytne rodowe imię wywodzące się od pierwszego historycznie poświadczonego przedstawiciela rodu, nilnjìôlskiego księcia Sayûtjìliego z Tìl) urodził się w 485 roku ery solickiej jako najstarszy syn wielkiego księcia Tulojaja VIII i Raegyry zwanej Arreacką; prostej kobiety z ludu, którą Tulojaj poznał podczas swojej podróży zagranicznej na wschód, pokochał szczerą miłością i wziął za żonę, ku powszechnemu oburzeniu sjudaleńskiej arystokracji tamtej epoki. Sajutili otrzymał w roku 505 od ojca tytuł księcia Nomu wydzielony dla niego z domeny wielkoksiążecej na wzór księstw we wschodniej Sjudalenie. Dla nikogo nie było tajemnicą, że młody Sajutili, wygląd zresztą i temperament zdecydowanie wywodzący od matki i jej khaerońskich przodków (drugie imię późniejszego księcia brzmi zresztą Bolaks, co jest sjudaleńską formą znanego w całym świecie imienia króla Boraxa Szarego), niezbyt dobrze czuje się w skórze następny tilladzkiego władztwa, najpotężniejszego przecież w całym królestwie zaraz po wielkich książętach Gusjuddy i samym królu. Większość obowiązków administracyjnych i dyplomatycznych pełnił za starszego brata kilka lat młodszy Kinangajel Losajnoli. Bracia nigdy nie popadli w konflikty i zawsze wspierali się politycznie i prywatnie, starając się wynieść lekcję z odwiecznie wojujących ze sobą z pokolenia na pokolenie Anvarrików. Nawet gdy tajemnicą powszechną stał się homoseksualizm brata, potępiany przez solicką Świątynię, Sajutili nie zdecydował się (czy też może nie potrafił) wykorzystać tego dla swoich celów. U boku ojca młody następca wielkiego księstwa brał udział w wojnach prowadzonych przez sjudaleńskich królów, w tym wojnie z Norsami od roku 523, gdzie osobiście dowodził obroną cytadeli w Gusjuddzie, skutecznie też odpierając szturm buntowników pod wodzą księcia Lagjany Tjudelika w tamtym właśnie roku. W 525, po śmierci ojca, Sajutili został wielkim księciem Sajutilim IX Bolaksem. Przez pierwsze pięć lat wprawiał się do pełnienia rządów we współpracy z bratem, gdy jednak ten zmarł nagle i bezpotomnie w roku 530 wielki książę poczuł się na arenie politycznej bardzo osamotniony. Nie wdawał się w toczone na wschodzie intrygi dworskie, wpierw zawierając przyjaźń z księciem-regentem Ijonem Anvarrikiem (właśnie w Till miał miejsce kontrowersyjny, osławiony parlament na którym Ijon otrzymał tę godność i na którym padły z ust jego brata Sjigbalda słynne oskarżenia królobójstwa), po jego śmierci w 526 roku zaś przystępując pasywnie do frakcji lojalistów królewskich. W ostatnich latach wydawało się, że wielki książę zaczął utwierdzać swoją pozycję i nieco lepiej odnajdywać się w roli. Brał udział w wyprawach wojskowych do Generii a następnie Glossahire, wedle powszechnych plotek to jego sprzeciw wobec planów rady króla Baldoljina II zablokował porozumienie z koalicją dunthaińsko-arreacką nad głową ówczesnego króla generyjskiego Monomacha, woląc bić się z poganami u jego boku. W czasem zastąpił księcia Gotalta IV na stanowisku głównodowodzącego armią sjudaleńską na wschodzie, najpierw w Glossahire a potem w Tercenii. To tam też ostatecznie jego życie dobiegło kresu. Pomimo ponad pięćdziesięciu lat na karku wielki książe aż do końca zachowywał doskonałe zdrowie, górując nad resztą arystokratów o głowę i przewyższając nieraz pokolenie młodszych żołnierzy siłą i sprawnością. Wielkiego księcia nie zmógł wiek a Purpurowa Śmierć. Pomimo toczącej jego ciało zarazy Sajutili IX nadal uparcie trwał przy osobistym dowodzeniu żołnierzami w polu i w obozie. Pewnego dnia po prostu upadł w biegu, zaniemógł i w ciągu kilku godzin zmarł u boku swojego króla, czuwającego przez te ostatnie chwile z jednym z najwierniejszych wasali. Rządy Sajutiliego IX zostają z pewnością w Tilladzie zapamiętane jako czas spokoju. Wielkiego księstwa nie nawiedziły żadne najazdy, oszczędzone zostało też póki co przez Purpurową Śmierć. Sajutili IX kochał odwiedzać swoich poddanych, był człowiekiem prostym i szczerym, często rozdającym duże środki na organizacje zabaw, świąt powszechnych i turniejów czy zapasów na wschodnią modłę. Władzę po nim przejmie małoletni syn, Kinangajel III, ostatnie żyjące z piątki dzieci ze związki Sajutiliego i Marii z rodu Warenzów, dalekiej krewnej obecnego księcia Glossahire. Poza tym żyje jeszcze jeden syn wielkiego księcia, z drugiego związku z pochodzącą z rodu arreackich Targosów Isną, Ikuljukol, młodszy jeszcze od dziewięcioletniego brata. Nowy wielki książę Tillady w chwili zgonu ojca na wojnie w Tercenii przebywał szczęśliwie w stolicy na wychowaniu na dworze królewskim. Decyzją króla, wydaną drogą listowną, wielki książę został otoczony opieką w pałacu królewskim i nie opuścił go również by udać się na pogrzeb ojca. Przejęcie drugiego najważniejszego lenna korony przez dziecko z pewnością osłabi jego status, przyczyniając się do dynamicznego rozkładu pozycji niegdyś wszechpotężnych feudałów na rzecz średniej szlachty i rosnących w siłę urzędników królewskich skupionych wokół zreformowanych kilka lat temu sądów prawa ziemskiego. Sajutili IX Bolaks zaś z pewnością zasłużył sobie na przydomek już nadany mu przez rozmiłowanych w genealogii Tilladczyków - Grzmot.
I1: Sorogeure, I3: Ætthryr, I4: Armavir, I11: Sjudalena, I12: <3 GM <3
Awatar użytkownika
Sigrun
Mistrz Gry
Posty: 4387
Rejestracja: 04 maja 2017, 21:13

Re: „Oto co się dzieje...” - wydarzenia państwowe, dworskie i inne

Postautor: Sigrun » 20 wrz 2018, 12:22

540 po narodzinach Świętego Gjìlcissy
Wydarzenia dworskie i królewskie


***

Tragedia nawiedziła dwór królewski w Sjol. Oto bowiem gniew boży uderzył wreszcie z pełną mocą w kraje pod Jadeitowym Tronem, wdzierając się przemocą do komnat pałacowych. Wraz z końcówką roku 540 zapadła bowiem w królestwie pełna przerażenia cisza - oto Purpurowa Śmierć zabrała do orszaku Wcielonego obu synów jego wysokości, książąt Sjigbalda i Anwilbalda. Ogromny smutek zapanował w Sjudalenie, tylko spotęgowany straszliwą wiadomością o zgonie wielkiego księcia Tillady Kinangajela, władzę po którym przejął kilkuletni brat, ostatni z żyjących dziedziców rodu Losajnolich po mieczu, Ikuljukol. Jego królewska mość zarządził miesięczną żałobę w całym państwie, wedle popularnych plotek zaś zupełnie po tym ciosie usunął się w zacisze swej sławnej wieży, wszelkie sprawy publicznie pozostawiając w rękach kanclerza wielkiego oraz małżonki, niezłamanej ogromną tragedią królowej Addilyn.


***

Jednocześnie ze wschodu płyną wieści pomyślne i smutne zarazem. W dalekim Glossahire zmarł bowiem książę Ethelwulf, bezpotomnie, po jego śmierci zaś wedle paktów międzynarodowych władzę nad księstwem objąć ma najstarszy syn umiłowanego w Sjudalenie księcia Gotalta, władcy Fajilgun i wuja króla. Młody Ijon, ledwie trzynastoletni, dał się już poznać jako młodzieniec poważny, sprawny w walce mieczem i na polowaniu, a poza tym wielki miłośnik dawnych generyjskich dziejów... Gdy wojna w Tercenii kończy się trwają podobno przygotowania do wyjazdu królewskiego kuzyna, opóźniane przez szalejący boży gniew.
I1: Sorogeure, I3: Ætthryr, I4: Armavir, I11: Sjudalena, I12: <3 GM <3

Wróć do „Królestwo Sjudaleny”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość